niedziela, 8 czerwca 2014

The End

Nie sądzę bym dokończyła wyznanych w najbliższym i dalszym czasie, więc postanowiłam napisać takie sprostowanie historii i zdradzić pewne pozawątkowe tajemnice.
Bawcie się dobrze. 
Będę na innych blogach.
Aczkolwiek dziękuję każdemu kto kiedykolwiek się tu pojawił.
Pamiętam o Was.

     Jak widzę Cam? Jest bardzo ładna, ma bladą cerę, ciemne włosy i wielkie smutne oczy. Te oczy często rozglądają się na boki na swoich rozmówców, szczególnie gdy jest ich kilku. Cam ma to szczęście, że nie tyje. Tak, jak w każdej książce, tak i ja wyidealizowałam jej zewnętrzną postać. Co nie dotyczy tej wewnętrznej.
     W szkole nie powodziło jej się najgorzej. Miała swoich znajomych z klasy, lecz więcej czasu spędzała z przyjaciółmi brata. Oboje Blackburnowie byli w szkole lubiani i uchodzili za zgrane rodzeństwo. Spencer był uczniem idealnym. Wykazywał się talentem w każdej możliwej dziedzinie, tym samym deklasując we wszystkim siostrę. Cam to nie przeszkadzało. Nauczyła się cicho żyć w cieniu brata i w sumie ten układ jej odpowiadał. 
     Nie sposób powiedzieć, które dziecko było w domu bardziej kochane. Codzienną opieką nad domownikami przejęła matka rodzeństwa, lecz nad wszystkimi pieczę sprawował ojciec. Nie był on człowiekiem szczególnie uczuciowym. Zajęty był prowadzeniem sklepu, potem sieci sklepów, następnie wkręcił się w lokalną politykę i niebezpieczne kochanki. Pani Blackburn piekła ciasta, śpiewała kołysanki i naklejała plastry. Jakież było zdziwienie Cam, gdy wyrzuciła ją z domu.
     Cammile ukrywała ciążę przez dłuższy czas, lecz po namowach Spencera i jego zapewnieniach, że z nią zostanie, powiedziała rodzicom. Efekt był zupełnie spodziewany - wielka kłótnia z wyzwiskami. Lecz ani Spenc, ani Cam nie  dopuszczali do siebie takiej myśli, żeby rodzice zarządzili natychmiastową wyprowadzkę ciężarnej. Spencer widział jak bezwzględni są rodzice i czuł się rozdarty. Z jednej strony chciał pomóc swojej siostrze tak, jak robił to zawsze. Z drugiej - miał wreszcie okazję by wkupić się w łaski ojca i zyskać jego szacunek. Że to on jest lepszym dzieckiem. Wybrał drugą opcję. Jednakże Cammile została zapewniona braterskiej miłości.
     Dziewczyna postanowiła wyjechać. Nie mogła zostać w małym Lovestoft, gdzie każdy ją znał, a ona znała każdego. Chciała zacząć z czystą kartą w miejscu, gdzie mogła by stworzyć swoją nową legendę. Nigdy nie zwiedzony Londyn stał się jej celem.
     Drobne oszczędności starczyły na bilet autokarowy do stolicy i kilka przejazdów metrem. Znalazła Dom nastoletniej matki, ale po tygodniu spędzonym tam, postanowiła się wynieść. Otoczona zewsząd dziewczynami z uzależnieniami, bez celu, marnujące życie swoje i swojego dziecka dobijały ją i sprawiały, że źle się tam czuła. Trafiła do innej placówki, gdzie była jedyną niepełnoletnią podopieczną. Nie był to raj, lecz lepszy o wiele bardziej od poprzedniego lokum. Od jednej z matek dowiedziała się o pewnej pani Margaret, która ma ponoć wolne miejsce idealne dla młodej ciężarnej. Dwa miesiące przed rozwiązaniem znalazła się w najbezpieczniejszym miejscu w jakim kiedykolwiek była.
     Dalej historię znamy.
***
     Zaynowi wiele razy zdawało się, że widział na ulicy dziewczynę z planu filmowego. Może i jego umysł nie był wtedy do końca trzeźwy, a jej twarz nie była mu do końca wyraźna. Nikomu nie powiedział, co stało się tamtej nocy w namiocie. On sam ledwo to pamiętał i czasem wydawało mu się, że nic się jednak nie stało. Siadał przy stole, wyjmował coś do rysowania i starał się odwzorować jej wizerunek. Gdyby tak mógł ją znów zobaczyć.
     Tego dnia w parku znalazł się przypadkiem. Chciał skrócić sobie drogę. A odnalazł swoją dziewczynę z namiotu.
     Nie chciał się do tego przyznać, ale bardzo cieszył go pomysł ze ślubem. Nie zdawał sobie sprawy, że później go to przerośnie i będzie uciekał z domu, byleby dalej od Cam i Noemi. Wierzył, że będzie ją miał, a to co do tej pory, zupełnie nieświadomie, robiła z jego umysłem, nie wyparuje. Każdy się myli.
     Zdał sobie sprawę ile ma lat i jakie życie do tej pory prowadził. Że ślub doprowadził do tego, że nie ma kontaktu z rodziną, ma problemy z prasą, nie wysypia się. A potem zamiast całą winę zwalić na Cam, zwalił na siebie. I kochał swoją żonę.
***
     Gdy urodziło się ich drugie dziecko, Cammile wszystko przerosło. Podczas pierwszej ciąży była sama. Nikt jej nie pomagał. Nauczyła się samodzielności i odpowiedzialności. Lubiła spędzać czas tylko z Noemi, lubiła ją nosić na rękach, oglądać, uczyć nowych rzeczy. Gdy pojawił się Charis było inaczej. Był Zayn i Spencer i czwórka wujaszków. I dziadkowie i ciotki i kuzynki. I nagle Cam przestała być potrzebna. Jej dziecko zostało jej odebrane przez wszystkich innych. Nie spotkała się z czymś takim. Sama została wychowana jedynie przez jedną osobę. Nie potrafiła sobie poradzić z tym, że ktoś ją wyręcza. Że i Noemi została wciągnięta to grona wspólnego wychowywania. Cammile zapłakała tylko raz i podjęła tylko jedną, nieodwołalną decyzję o wyjeździe. 
     Pomijając też fakt zmieniającego się ciała, zapracowaniu Zayna, przeprowadzki, presji i sławy.

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 6

Dla Justyny. Wrzuć na luz. To zajebiste! 
     I tak stałem się na wpół samotnym ojcem. Charis obudził się o piątej i moim zadaniem, jako jedynego obecnego rodzica było jego nakarmienie. Z trudem przypomniałem sobie, ile miarek mleka muszę wsypać do butelki. Zawsze zajmowała się tym Cam. Tym bardziej że był środek nocy i nie potrafiłem się rozbudzić. Bałem się,  że zaraz obudzi się i Noemi, a wtedy miał bym na głowie dwa rozgniewane dzieciaki. W końcu wszedłem z nocnego pojedynku wygrany. Charis zasnął,  Nemi się nie obudziła,  a dom stał na swoim miejscu. Wróciłem do łóżka. 
     Nie wiem, czy później było mi gorzej, ale te pierwsze samotne godziny były dla mnie najgorsze.  Zapomniałem o najprostszych rzeczach,  myliłem mleko z herbatą.  Nie potrafiłem ubrać Noemi, plątały mi się nogi... aż do telefonu Cam.
     A dokładnie to było to tak że spałem. Spałem jak każdy normalny człowiek o 5 piątej rano. Spałem, jak zabity, bo dopiero co pożegnałem Nialla. Bo dopiero co wróciłem z lotniska. Sam się sobie dziwiłem, jak byłem zdolny do spania, wiedząc, że nie prędko zobaczę swoją żonę, bo ona tak sobie uciekła na drugi koniec świata. I tak spałem, aż się nagle obudziłem. Z pokoju obok rozlegał się płacz. Westchnąłem. Było ciemno, słońce jeszcze nie wzeszło. Chciałem wyciągnąć rękę po telefon i sprawdzić godzinę, ale uderzyłem się w szafkę. Zażegnałem poprzedniej czynności i w kompletnych ciemnościach, kompletnie nieżywy i kompletnie pozbawiony możliwości sprawdzenia godziny, podreptałem do drzwi. Wyszedłem na korytarz. Odszukałem ręką kontaktu i zapaliłem światło. Zachwiał mną nocny światłowstręt, zakryłem oczy. Otworzyłem drzwi do pokoju Charisa. Płacz jakby uspokoił się. Podszedłem do łóżeczka. Mały, wykrzywiał buźkę w grymasie i nawet po ciemku zdołałem spostrzec mokre policzki. Szepcząc uspokajające formułki, wziąłem malca na ręce. Takie to było drobne.
     Przestało być tak dobrze, gdy zamiast mleka do butelki wsypałem herbatę. Westchnąłem i spojrzałem na Charisa leżącego w takim jakimś foteliku, czy co to było. Musisz dać tatusiowi fory stary - powiedziałem i wylałem zawartość butelki do zlewu. Czeka nas teraz bardzo trudny czas, wiesz? - mówiłem do niego. Znów odmierzyłem wodę, potem złapałem za pudełko z mlekiem. Teraz to na pewno było mleko, bo miało wstrętny zapach. Ale my jesteśmy silnymi mężczyznami wiesz? - Ile to miało być miarek? Płynie w nas krew Malików co nie? - Zawsze się kłóciła, gdy zapomniałem jednego z jej nazwisk. Zakręciłem butelkę, zatkałem smoczek i wstrząsnąłem nią. O dziwno to śmierdzące, białe gówno nie wytrysnęło z żadnych mikro dziureczek. My jesteśmy silni i dumni. Dlatego nosimy wysokie fryzury! - zaśmiałem się i podszedłem do Charisa. Wziąłem go na ręce, podążyłem do jego pokoiku. Pierwsza noc już prawie za mną.
     Była już prawie szósta. Przez cały dzień byłem bardzo dzielny. Cierpliwie znosiłem humorki Noemi i jej jednowyrazowe krzyki: Mama! Coraz to lepiej przyrządzałem mleko. Coraz sprawniej przewijałem pampersy. Kompletnie nie panowałem nad usypianiem Charisa. A konkretnie nad zajmowaniem czymś Nemi, gdy chciałem go uśpić. Na pomoc zawołałem Nialla, który w podskokach się u nas zjawił z grubą książeczką Kolorowanki z Dorą.
     Czułem, że Noemi jest z nim bardzo związana. Przecież to do niego mogła mówić tato, gdyby tylko Cam odwzajemniła uczucie mojego przyjaciela. Jeszcze kilka miesięcy temu bardzo mnie to smuciło i powodowało ogromną wściekłość, ale teraz... Trochę się poddałem w tej walce o córkę. Może to właśnie jest okazja, aby wrócić do gry?
     Jednocześnie widziałem jak bardzo Niall stara się mi pomóc. Wystarczyła tylko malowanka i jego niebieskie spojrzenie, a ja wiedziałem już że ten gość jest moim gościem i zaczynałem się zastanawiać, czy nie przygotować dla niego sypialni.
    Więc wybiła ta szósta. Zadzwonił mój telefon. Podniosłem głowę znad miseczki z kaszką Charisa. Horan podał Nemi telefon, a ta przybiegła i podała go mnie. Cammile. Cam, wszystko w porządku? Wylądowaliście bez kłopotów? Jak miasto? Gdzie się zatrzymałaś? - Sam się sobie dziwiłem, jak byłem w stanie wyrzucić z siebie tyle wyrazów na jednym tchu. Jest okej. Piloci świetnie się sprawili. Znaczy, chyba - odparła i umilkła na kilka dłuższych sekund. Mów coś! Pogoda jest całkiem znośna. Trochę zbyt ciepło, ale daję radę. To co innego jak całoroczne Londyńskie deszcze, co nie? - zaśmiała się.  Śmiała się tak pięknie. Szkoda, że tylko przez telefon. Tak, chyba. - Chyba się nie przypilnowałem i wypuściłem w głosie smutek. To gdzie mieszkasz? - Szybko zmieniłem temat. Uczelnia miała mi załatwić jakieś mieszkanie blisko siebie, a dostałam... - umilkła. Apartament. Muszę porozmawiać z dziekanem, że zaszła jakaś pomyłka. Westchnąłem. Słuchaj Cam, jeśli masz mieszkać w jakimś zatęchłym mieszkaniu, wolałbym abyś została w tym apartamencie. Chcę dla ciebie jak najlepiej. Proszę nie sprzeciwiaj się. Źle się tu czuję. Przypomina mi to twój stary dom, a nie działo się w nim najlepiej - westchnęła. Masz ci los. Jak wolisz. Chciałbym jednak byś była bezpieczna, a w takim budynku muszą być kamery i ochrona - powiedziałem. I to mnie też martwi.
     Dopiero potem Niall mnie uświadomił, że Cam panicznie boi się ukrytych kamer.
***
A nie mówiłam? ;)
Mamy sobie połowę marca, moja nauka do egzaminu stoi w miejscu nawet nie zaczęta, a ja dodaję rozdział. Widzicie jaka jestem dla Was misiaczki dobra?
Maszta to masło maślne i się cieszta!
Kocham Was mega mocno
pozdrawiam moją żonkę Karolinkę 
A także Andzelks i Mrówkę 
Piszcie co u Was! Co się tam przez ten miesiąc działo misiaczki! 

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 5

     Spokój nadszedł szybko i trwał krótko.
     Pierwsza i jedyna jego fala napadła mnie w fotelu. Odetchnęłam z ulgą, sadzając swój tyłek i przez kilka sekund byłam pewna swego spokoju. Kilka sekund. Potem rzeczywistość trafiłam mnie siarczystym policzkiem. Przecież to wyglądało jakbym uciekała przed prześladowcą, a nie własnym mężem! A jeśli ktoś to widział? Ktoś, kto mógłby zaszkodzić Zaynowi? Rzeczywistość przypomniała jeszcze o dwóch maleńkich sprawach. O Noemi i Charisie. Chwyciłam mocno podłokietniki i przymknęłam oczy. Cholera, nie pożegnałam się z nimi. Co ze mnie za matka? To był początek.
     W moim życiu znów zagościł sny. Te nocne obrazy miały swoje fochy i raz to pojawiały się co noc, raz to nie występowały przez kilka miesięcy. Chyba jednak postanowiły mnie przeprosić, bo w samolocie nawiedził mnie jeden.
     Wiał wiatr. I to nie taki sobie wiaterek, ale wielka wichura przewracającą drzewa! Wyszłam na ulicę. Wydawało mi się, że szłam nią już bardzo dawno temu. Asfalt był taki, że go praktycznie nie było, a gęsta mgła zasłaniała mi wszelki inny widok. Ledwo stąpałam. Zawierucha rozpętała się na dobre i unosiła moje ciało gdzie tylko chciała. Starałam się jednak kurczowo trzymać drogi. Znalazłam się nad jeziorem. Omal do niego nie wleciała! Do diaska, trawa była mokra jak diabli. Chyba oni mnie pokusili żebym weszła do łódki, która lekko unosiła się przy brzegu. Odbiłam od brzegu i wtedy zrozumiałam, że już nigdy do niego nie wrócę. Nie miałam wioseł, a stały ląd był tak daleko. Wiatr kołysał łódką na wszystkie strony. Wołałam, krzyczałam... Na próżno.
     Wtem się obudziłam. Oddychałam szybko, jak po najgorszym koszmarze, a to przecież wcale nie był straszny sen. Tylko z lekka dziwny. Przetarłam oczy. Zaczęłam sobie przypominać poszczególny obrazy, które przed momentem miałam przed oczyma. A jeśli to cholerstwo wróciło ze swoim cholernym drugim dnem?
     Wiosną w Anglii jest jesień w Australii. A mniej ogólnikowo, wliczając w to różne strefy klimatyczne - późne lato. I o ile na klimatyzowanym lotnisku nie czuło się tego, to tylko po wyjściu z niego nasze ciało atakował niezwykły gorąc.
     Moje mieszkanko znajdowało się prawie w samym centrum Sydney. Był to nowoczesny apartament na ostatnim piętrze olbrzymiego wieżowca. Aż dziw że uczelnia była w stanie mi coś takiego załatwić! Prosiłam o małe lokum blisko szkoły, a zastaję wielkie, puste, zimne wnętrza z szybami zamiast ścian! Ile to musiało kosztować? Jak ucierpi na tym budżet Zayna? To miały być niezauważalne sumy, a nie... Tysiące, jak nie dziesiątki, a nawet setki tysięcy! Gdy tylko to do mnie trafiło zażyczyłam sobie natychmiastowej rozmowy z dziekanem. O tak. Gdy tylko zjawię się na pierwszych zajęciach, pójdę wyjaśnić tę sprawę.

     Wyciągnęłam z torebki telefon. Jak miło, że w samolocie przestawiłam już sobie godzinę. Zayna miałam na szybkim wybieraniu, czekałam kilka sygnałów. Cam, wszystko w porządku? Wylądowaliście bez kłopotów? Jak miasto? Gdzie się zatrzymałaś? - Zaskoczył mnie swoim rozgadaniem. Nieraz trudno było coś od niego wyciągnąć, a teraz sam z siebie zasypuje mnie pytaniami! Jest okej. Piloci świetnie się sprawili. Znaczy chyba – zacięłam się. Pogoda jest całkiem znośna. Trochę zbyt ciepło, ale daję radę. To co innego jak całoroczne Londyńskie deszcze co nie – zaśmiałam się. Tak, chyba – odparł wyraźnie smutny. To gdzie mieszkasz? - spytał. Uczelnia miała mi załatwić jakieś mieszkanie blisko siebie, a dostałam... - Zatrzymałam się, aby dobrze ubrać wszystko w słowa. Apartament. Muszę porozmawiać z dziekanem, że zaszła jakaś pomyłka – dodałam. Słuchaj Cam, jeśli masz mieszkać w jakimś zatęchłym mieszkaniu, wolałbym abyś została w tym apartamencie. Chcę dla ciebie jak najlepiej. Moje serduszko zalała fala ciepełka. Źle się tu czuję. Przypomina mi to twój stary dom, a nie działo się w nim najlepiej - westchnęłam. Jak wolisz. Chciałbym jednak byś była bezpieczna, a w takim budynku muszą być kamery i ochrona – powiedział. I to mnie też martwi. - Mówiąc to obejrzałam się na wszystkie strony, by sprawdzić czy i w mieszkaniu są one zamontowane. Reszta naszej rozmowy była mniej interesująca.
     I DLACZEGO DO CHOLERY ON BYŁ TAK SPOKOJNY?!

***
I'm back my little sweet cubumbers! :*
I wraz z powrotem z baaaardzo nudnych i baaardzo zimnych ferii w górach, przywożę WAM nowy, nowiutki, nowiuteńki rozdział wyznanych. Pora na fanfary i tańce szczęścia! Woohoo!
Znalazłyście już swojego faworyta? Czyje rozdziały są lepsze: Cam, czy Zayna?

I HABBY B-DAY FOR MY STYLES! TY GUPKU! JAK TO 20?! :D ZA KOLEJNE 2O BĘDĘ CIĘ JUŻ ZNAŁA I BĘDZIESZ MI BARDZO DUŻO ZAWDZIĘCZAĆ, ZOBACZYSZ!

Tymczasem... Trzymajcie się cieplutko jeśli jak ja ( ;___;) skoczyliście ferie lub dopiero je zaczniecie lub jesteście w trakcie :D Ah! I szczęśliwego nowego roku! 
Kocham Was!

środa, 11 grudnia 2013

Rozdział 4

     Dupa, nie wolna!
     Czułem jak słabym jestem facetem, gdy puszczałem bilety... To tak, jakbym wypuścił ją z własnych rąk. Ze swoich sideł, którymi ją oplotłem i które miały zapewniać mnie, że jest bezpieczna. Uwolniłem ją, jak najgorszy myśliwy, który okazuje skruchę sarnie złapanej za nogę. Nie chciałem być najgorszym myśliwym. A jednak mięśnie rozluźniły się, a za powiekami zaczęły kręcić się łzy. Była jeszcze szansa. Jeszcze psy myśliwskie mogły dopaść ofiarę. Dałem trzy sekundy. Trzy sekundy na spuszczenie psów ze smyczy. Psów które zasmakowały już sarniny i będą ją gonić, aż ta da się zamknąć w metalowej puszcze.
     Złapałem za telefon i wybrałem numer Nialla. Chłopak mieszkał najbliżej mnie. Robiło nam to na rękę, bo kiedy była taka potrzeba przychodził, aby przez kilka godzin zająć się Noemi. Ja i Cam - przez ten czas - mogliśmy załatwić kilka spraw, czy iść gdzieś we dwoje. Odkąd urodził się Charis, Horan jeszcze sam z nim na dłuższy okres czasu nie zostawał. Tej nocy miało się to zmienić. Ciebie coś mocno boli facet - jęknął zaspany. Tego mogłem się spodziewać dzwoniąc do niego o czwartej nad ranem.  Niall tu chodzi o Cam. Pojechała na lotnisko. Nie dam jej tak łatwo uciec. - Wytłumaczyłem. Przyjdziesz do mnie na dosłownie godzinkę, aby ktoś był w domu z dziećmi. Odpowiedział mi ciszą. Stres rósł z każdą sekundą. Stres, strach, gniew. Odezwij się idioto! Będę za pięć minut stary - odparł i rozłączył się. Odetchnąłem z ulgą. Mam jakąś nikłą szansę ją dogonić. Ubrałem się w pierwsze ubrania, jakie znalazłem na swojej drodze. Na nogi wcisnąłem buty do biegania, a na głowę czarną czapkę. Raz jeszcze sprawdziłem, czy dzieci śpią i złapałem klucze do samochodu. W tym samym momencie do domu wszedł Horan. Wymieniliśmy spojrzenia. On wiedział, że mi na niej zależy i że nie cofnę się przed niczym, a ja wiedziałem że mi pomoże i będzie mnie wspierał. Znalazłem się w garażu. 
     Gdyby Cam widziała, jak pędzę po mieście, pewnie powiesiła by mnie lub znalazła inną torturę, aby mi pokazać czym to mogło się skończyć. Dla mnie zakończenie mogło być tylko jedno - dopadnięcie jej i zaciągnięcie do domu. Tam było jej miejsce. Ze mną i dziećmi.
     O tej porze ruch przed lotniskiem odrobinę zelżał. Znaczy... Parkingi były w miarę puste, lecz przed wejściem nieustannie ustawiały się taksówki. Gdy jedna partia wysadziła już swoich pasażerów, przejeżdżała kawałek dalej, a rząd kolejnych pojazdów podstawiał się na ich miejsce. Zaparkowałem na miejscu dla inwalidów. Niech ich cholera weźmie tego jednego razu. Tego jednego razu, gdy próbuję ratować swoją rodzinę i małżeństwo! W momencie, gdy chowałem kluczyki do kieszeni zobaczyłem Cam biegnącą z walizkami. Ruszyłem za nią.
     Była słabiutką kobietką. Wiedziałem że zaraz zwolni. Nie śpieszyłem się. Niech myśli że dałem jej spokój. Wszedłem za nią do terminalu. Faktycznie, przestała biec. Albo myślała że zmiesza się z tłumem. Nie ze mną takie numery. Kilka kroków dalej zalał mnie ogrom ludzi, śpieszących się na samolot, czy coś. Zaraz ją zgubię. Przyśpieszyłem kroku. Zacząłem przeciskać się między przechodniami. Nie podeszła do kas, czy innych okienek. Czyli była przygotowana. Próbowałem przypomnieć sobie co pisało na bilecie. Do której bramki musi iść? Czy musi oddać bagaże, czy dopiero potem się tym zajmą? W głowie huczały mi nieprawdopodobnie teorie. Skręciła do taśm. Podążyłem za nią. W hali rozległ się szum z mikrofonu. Chyba coś im się zepsuło. Ludzie zaczęli przytykać uszy i kląć w różnych językach. Cam rzuciła swoje bagaże na taśmę i wróciła się do bramek. Czyżby siódemka?
      Prawie znikła mi z oczu, lecz dobrze przewidziałem cel wędrówki. Zaczęła grzebać w torebce. Mężczyzna przy bramce z daleka uśmiechał się do niej serdecznie. Spojrzałem na niego spod byka. Był młody. Cammile - rzuciłem ostrzegawczo. Odwróciła się do nie, ale nie zaprzestała kroku. Przyśpieszyła. Cammile Blackburn masz się zatrzymać i wrócić ze mną do domu. Kolesiowi ze stanowiska siódmego znikł uśmiech. Chyba Cam dawała mu jakieś znaki. Wyciągnął z kieszeni srebrny kluczyk z chęcią otwarcia awaryjnie bramki. Masz wrócić! - krzyknąłem, a ona rzuciła się do biegu.{próbowałam się dowiedzieć, czy można się rzucić do biegu, ale internet i Justynka tego nie wiedzą} Nim zdążyłem zrobić dwa kroki, metalowa bramka zatrzasnęła się, a przy mnie pojawili się ochroniarze. Wrócisz słyszysz?! - krzyknąłem zanim razem z tym młodym facetem zniknęła za rogiem. Czy ci się to podoba, czy nie!
     Drzwi trzasnęły niemal tak samo jak tamta bramka. Westchnąłem i zdjąłem kurtkę, uprzednio wyciągnąwszy z jej kieszeni pomięty papierek. Kilka sekund potem przede mną pojawił się Niall, szepcząc żebym był ciszej. Co tam masz? - spytał, wskazując na to co wyciągnąłem z kurtki. Dostałem mandat za parkowanie na miejscu dla niepełnosprawnych - odparłem. Chłopak spiorunował mnie wzrokiem.
     Chyba nigdy nie zacznę uważać Nialla  za prawdziwego mężczyznę. Wprawdzie wiem że ma zarost i co kryje w spodniach (nie wnikajmy), lecz dla mnie wciąż będzie tym krzywozębnym chłopaczyną z Mullingar. Nawet gdy założy rodzinę, na co się nie zapowiada, czy zrobi coś tak mega męskiego, na co nigdy bym się nie odważył - będzie chłopakiem. Niech się z tym pogodzi.
     Urwałbym ci głowę, ale za ładna jest - powiedział tylko i wrócił do salonu. Poszedłem za nim, usiedliśmy razem na sobie i gapiliśmy w telewizor. Wprawdzie wyłączony no ale. Co zamierzasz teraz zrobić? - spytał. Westchnąłem, przejeżdżając dłonią we włosach. Nie wiem Niall. Na początku chciałem lecieć za nią, ale to chyba nie jest najlepszy pomysł. - Ucichłem. Pozwolę jej robić co chcę. Kiedyś chyba wróci? Horan zaśmiał się pod nosem. Chyba tak  - dodał.

***
Witajcie kochani!
Wiem, że nie pisałam długo i bla i bla i bla. Ale to już standardowe cnie.
Komentujcie, polecajcie, podawajcie link znajomym, kupujcie koszulki etc.
Ja tymczasem zmykam <3
(na tt będę powiadamiać jutro, gdyż dziś już nie dam rady)
Trzymajcie się, narazie, cześć!

niedziela, 3 listopada 2013

Rozdział 3

     Wierzcie mi lub nie, jego niewiedza była dla mnie zbawieniem i ucieczką. Malik - człowiek mądry i zaradny, zapewne obdzwoniłby uczelnie, do których mogłabym złożyć papiery. Pewnie już to zrobił, bo ile uczelni może być w Australii? Samo to, że o tym wie daje mu duże pole manewru. I tu objawia się moja mądrość - zastrzegłam sobie prawo do przekazywania jakichkolwiek informacji o mnie. Ot co.
     Możecie mnie zlinczować lub publicznie wychłostać - pojadę mimo wszystko. Nikt nie przekona mnie niczym do zmiany decyzji. Zrobię coś sama dla siebie i znów poczuję się jak wolny ptak, nie więzień z kulą u nogi. Będę znów sama, bez Malika siedzącego na mojej głowie i dyktującego mi swoje zasady. Wyjdę kiedy będę chciała, pójdę spać kiedy będę chciała. I będę sobą?
     Zróbcie mi najgorsze okropieństwa, jakie mogą zrodzić się w ludzkim umyśle i zostać wykonane przez ludzkie ręce. Nie jestem okropną matką. Daję dzieciom szansę na poznanie swojego ojca. Daję Zaynowi szansę na poznanie swoich dzieci. Gdy wreszcie przestał bawić się w rock mana i na moment zszedł na ziemię, miło by było gdyby zostawił na niej jakieś namacalne ślady. Miło by było żeby Noemi z każdym problemem nie latała do mnie, ale potrafiła też zawołać ojca. Miło by było, aby Charisa z ojcem łączyła szczególna więź, która nigdy nie będzie istniała miedzy mną, a synkiem. A może chcę po prostu uciec?
     Tak to niestety wygląda. Jak ucieczka. Ucieczka najgorszego tchórza. W środku nocy. Na palcach. We łzach. Ostrożnie ściągnęłam walizki na parter. Nieco się nagimnastykowałam. Były ogromnie ciężkie, a ja słabiutka kobietka z patyczakowymi rękami niezależnie od wieku. Ale jakoś mi się udało, i cały dom nie wypełnił się rumorem, spadającej ze schodów walizy. I zdołałam nie trzasnąć drzwiami szafy. I nie zbudziłam Zayna. To znaczy do pewnego czasu. Ale utrzymujmy, że obudził się sam.
     Czyli jednak - westchnął anielsko, zaspany. Usiadł na łóżku, pocierając dłonią oczy. Dlaczego widziałam w nim małe dziecko? Małe dziecko z zarostem, tatuażami, ochrypłym głosem i własnymi pociechami? Czyli jednak, co? - spytałam, wrzucając drobnostki z szuflady do torebki. Czyli jednak nie żartowałaś - powiedział, wykopawszy się z pościeli. Parsknęłam pod nosem. Jak widzisz dopięłam swego. Mówiłaś coś? - spytał i zapalił światło. Czyli jednak powiedziałam to na głos. Jak widzisz dopięłam swego. - Odwróciłam się w jego stronę, zostawiając za sobą opustoszałą z babskich łachmanów szafę. Stał tam, gdzieś obok łóżka. Anioł. Mój anioł. Widzę. - Podrapał się w tył głowy. Widzę też, że nie kryjesz się za bardzo z biletami. - Wskazał na komodę, na której leżały bilety i jakieś inne bzdety, które musiałam pokazać na lotnisku. Przeklęłam w duchu. Ruszyliśmy w stronę komody w tym samym czasie. Fakt, że miał do niej bliżej. Fakt, że był przy niej pierwszy. Fakt, że rzuciłam się na niego. Fakt, że nie upadł. Fakt, że dostawał z pięści. Fakt, że się ze mnie śmiał. Zayn, daj mi to do cholery - prosiłam. Śmiał się jeszcze bardziej, oczywiście. Podniósł papierki w górę na wyciągniętej ręce i wręcz pękał ze śmiechu, gdy próbowałam do nich doskoczyć. Ta tragedia jednak od początku była do niczego. Piętnaście centymetrów różnych robi swoje. Wspięłam się na palce, zarzuciłam swoje ręce na jego ramiona. Wspomagając się tym ułożeniem, byłam w stanie dosięgnąć jego ust. Momentalnie przestał walczyć, gdy do niego przylgnęłam. Poczułam, jak chwyta mnie za policzki. Zawsze czułam się, jak dziecko, gdy tak robił. Tym razem wiedziałam, że pragnie mnie zatrzymać. Jak nieczuła musiałabym być aby pocałować go tylko po to, by odebrać mu bilety? Zaczął się cofać. Za cholerę nie wciągniesz mnie znów do łóżka Malik. Skoro byłam już na tyle silna, by z niego wyjść to tam nie wrócę. Słyszysz? Nie wrócę!
     Moje palce, niby przypadkiem, prześlizgnęły się po jego palcach, w których zamknął świstki papieru. Oddaj mi je, proszę. Co ci szkodzi? Delikatnie rozluźniłam uścisk jego dłoni, jednocześnie nie przestawałam oddawać pocałunki. Będzie mi ich brakować. Nawet sobie z tego nie zdawałam sprawy, jak bardzo jestem od niego uzależniona. Poddawał się. Słabnął, mimo iż tak samo czułam jego fizyczną obecność, duchowa chyba gdzieś uciekła. Poddawał się. To nie koniec - sapnął między pocałunkami i wypuścił z ręki bilety. Ścisnęłam je mocno, jednocześnie stając wryta. Za trzy sekundy zacznę cię gonić - powiedział. Nie musiał mówić nic więcej. To zadziałało na mnie, jak kubeł zimnej wody. Migiem rzuciłam się do drzwi, w locie łapiąc torebkę. Brałam zakręt przy schodach, gdy za sobą usłyszałam zbliżającego się Zayna. W dwóch susach pokonałam schody i dopadłam walizek. Szarpnęłam za klamkę i pociągnęłam za sobą bagaże. Taksówka już stała. Bież to pan! - krzyknęłam do taksówkarza, zostawiając walizki w pół drogi do pojazdu. Wróciłam się po ostatnią torbę, przy której już prawie znajdował się Malik. Chwyciłam jej rączkę, a następnie popędziłam z powrotem na podjazd. Cam! - zawołał mój kochany mąż. Kocham Cię - odparłam, zatrzaskując za sobą drzwi taksówki.
     Wolna?

***
Witam ogóreczki ❤
*Ally - nie mam zielonego pojęcia cóż to za czcionka, gdyż szablon jest pobierany.
* Pierwszy ""hejt"" zawodowo pokonany przez Karolinkę
Na razie blog to samo masło maślane i na coś ciekawszego będziecie musieli poczekać jeszcze trochę :) Obiecuję, że z Wyznanych nie zrobię Syzyfowych Prac. To się nawet nie zdążyło rozkręcić, a się skończyło...
Przypominam o lajkowaniu fpage'a i zostawianiu swoich twitterowych username, a ja was szybciutko powiadomię o nowościach :)
Chyba wszystko co chciałam to napisałam.
Trzymajcie się gorąco,
Kocham Was i pozdrawiam
Ps. Pracuję nad bohaterami dla cz. 2. A i ci z odsłony pierwszej potrzebują dopracowania :)

wtorek, 8 października 2013

Rozdział 2

     Były takie minuty, gdy już chciałem dać jej wolną rękę.
     Dobrze, że zmieniłem zdanie.
     Cam uczyć się zacząłem stosunkowo niedawno. Nie udało mi się jej poznać przed zakochaniem się, musiałem więc straty nadrabiać już jako małżonek. Cam przechodziła wiele zmian. Czasem zastanawiam się, czy aktualna Cam jest prawdziwą Cam. Przez pewien czas zachowywała się tak, jak wyglądała - niewinnie. Później odważała się powiedzieć nieco więcej, aż w końcu stała się tak wygadana w swojej niewinności, że odezwanie się do niej wymagało odwagi ode mnie. Lecz przyswoiłem sobie trochę Cam i rozgryzłem w jaki sposób skłonić ją do uległości, czy szybko uciszyć. Oczywiście, sprowadzało się to do całowania.
     Znalazłem też sposób by namieszać jej w głowie i doprowadzić do obłędu. Tylko to może ją zatrzymać w Londynie.
     Noemi, zdolna istota, rozpoczęła wędrówki po kuchennych szafkach. Przytargała z jadalni krzesło i postawiła je przy blacie, tak by móc nań wejść. Co też, oczywiście, niemal doprowadziło mnie do zawału. Ciasteczek się zachciało? - mruknąłem, chwytając ją pod pachy i biorąc na ręce. Czekolady. - powiedziała nieco nieskładnie, nieco po swojemu. Uśmiechnąłem się w duchu i z wiszącej na ścianie szafki wyciągnąłem tabliczkę mlecznej czekolady Kinder. Puszczę ci w pokoju bajki, co ty na to? Dziewczynka rozweseliła się i odebrała mi swoje łakocie. Zaniosłem ją do najbardziej dziecięcego pokoju w naszym domu(bowiem pokój Charis'a był jeszcze do wykończenia) i do odtwarzacza DVD wcisnąłem jedną z płyt z przygodami Dory. Rzuciłem okiem na łóżeczko, w którym znajdował się nasz synek i upewniwszy się, że spokojnie śpi wróciłem do salonu. Kilka minut później ktosiek zszedł z piętra.
    Rozpoczyna się zabawa. 
     Wiesz, że to jeszcze nie koniec? - spytałem. Zamiast odpowiedzieć, dostrzegłem jak nerwowo przełyka ślinę. Mam ją w garści. Wiem - odpowiedziała. Nastała cisza. Nie spuściłem wzroku z jej postaci, stojącej niedaleko przedsionka. Wiesz, że nie zmienię zdania? - odezwała się po dłuższej chwili. Nie uznaję takiego obrotu sprawy - powiedziałem, wyciągając się wygodniej na kanapie. Wyraźnie ją to poddenerwowało, a mnie rozbawiło jeszcze bardziej. Nie będę cię prosić o pozwolenie Zayn - jęknęła zirytowana. Nie musisz. I tak go nie dostaniesz.
     Nie odezwała się do mnie przez resztę dnia. Przypominało to czas, gdy dopiero co się do mnie wprowadziła i na palcach wymykała z pokoju. To tak samo śmieszne jak wtedy, choć zasmucające. Bała się mnie...
     Zacząłem zdawać sobie sprawę, że ona tak łatwo nie odpuści i jest prawdopodobieństwo, że będę musiał szantażować ją do samego dnia wylotu. Czwana bestia próbowała mnie swoim milczeniem zmusić do skruchy! Sprytnie!
Łat­wiej uda­wać od­wagę, niż się przyz­nać do tchórzostwa.  
     Lepiej być eufemistyczną Cammile Blackburn - Malik, niż po prostu powiedzieć mi w twarz, dlaczego decyduje się na tak nie mądre rozwiązania. A przecież mógłbym lecieć z nią. Sprzedać to co mamy i przenieść się tam całą rodziną, choćby na czas tych cholernych studiów! Lecz nie, należy z tego zrobić tajemnicę państwową.

***
Nieco krótszy, lecz cóż... Krówczaki wymagają specjalnego traktowania.
Cieszę się ogromnie, że o mnie nie zapomnieliście i pod poprzednim rozdziałem pojawiło się tak dużo komentarzy. Tak Karolino, jestem słoikiem xD
Przypominam o lajkowaniu fpage'a na fb. Natychmiastowe informacje o rozdziałach etc.
Kto wyłapał imię syna Malików? Jak ono brzmi?
Enyoj it cucumbers! x

środa, 2 października 2013

Rozdział 1

 Rozdział dedykuję Karolinie, którą pierwszy raz zobaczyłam w Oświęcimskim więzieniu. Dzięki tobie ta wycieczka była o wiele bardziej wesoła. Kocham cię.
     To nie było łatwe. Niech on sobie nie myśli, że podjęłam tę decyzję od tak! Na pstryknięcie palca! Na czarodziejską różdżkę, czy coś innego. Niech on sobie nie myśli, że nie boli mnie sumienie. Że nie martwię się dniami i nocami nad tym, jak ja to zniosę, jak on to zniesie i co najważniejsze, jak zniosą to dzieci. Niech on sobie nie myśli, że jestem samolubna. No bo przecież kurwa nie jestem!
      Pamiętam, jak zawiadomił mnie, że się wyprowadzamy. Nie było to dawno - zaledwie pięć miesięcy temu. Spakowałam się grzecznie. Gdy postanowiono nas za siebie wydać - spakowałam się. Gdy management kazał mi jechać w trasę - pojechałam. Czy to nie pora, abym to ja postawiła kogoś przed faktem dokonanym? Abym ten jeden jedyny raz mogła sama podejmować decyzje o swoim życiu? Czy może do jego końca, czy też przez kolejne 7 lat, będę robiła to co karzą mi inni? Czy nie mam prawa do wolności? Czy nie to jest zapisane w konstytucji?
     Czy to nie tego pragnęłam od samego początku, zostawiając pod łóżkiem nierozpakowaną walizkę?
     Cam, masz córkę, masz syna. Nie możesz zostawić dzieci i sobie wyjechać. Mogę. Mogę i to zamierzam zrobić.
     Nasza sypialnia. Słyszycie jak to pięknie brzmi? Nasza - moja i jego. Wspólna. Współdzielona. Z szarymi ścianami, poza jedną ciemno niebieską, na której tle stało wielkie łóżko z pikowanym, seledynowym wezgłowiem. Nasze małżeńskie łoże. Gdy pewnego dnia wnieśliśmy do tej sypialni dwie białe etażerki i postawiliśmy je obok tego łóżka i jak udało mi się na pchlim targu w Lovestort znaleźć wysoką, złotą lampę z kremowym kloszem. I jak tą lampę na jednej z tych etażerek postawiłam. I jak przywieźliśmy do domu starą, brązową komodę. I jak długo układałam w niej ubrania. I jak wreszcie zamontowaliśmy dobrze lampę na suficie. I jak lubiłam kłaść się na łóżku z nogami na poduszce i patrzeć na tę kryształową lampę z dołu. I dlaczego, ja o niej teraz wspominam? Bo w niej siedziałam przez trzy godziny i płakałam? Tak to pewnie dla tego.
     Czasem człowiek chce zrobić coś tak bardzo i wie że to coś jest złe, lecz nic i nikt nie jest w stanie go powstrzymać. Tak było w przypadku wyjazdu. Po jakąś cholerę chciałam sobie utrudnić życie i wrócić do szkoły. Po coś sobie znów to piekło zgotowałam. Czyimś kosztem niestety. Ja głupia.
     A to tylko eufemizm od: Głupia, durna, pojebana, idiotyczna egoistka, a wielkim jebanym tyłku i braku jakiejkolwiek skruchy co do swojego wspaniałego męża, o nieco wybujałym ego.
     Mijała powoli druga godzina mojego mimowolnego szlochu w zamknięciu. Ze zmęczenia pewnie przed oczami migały mi kolorowe plamki. Kończyny unieruchomione przestały współpracować z resztą ciała i zdawały się do mnie nie należeć. Usta zaschły i poruszały się tylko przy niespokojnym nabieraniu powietrza. Oczy wypływały z oczodołów. Usychałam.
     Zbliżała się trzecia godzina. Mrówki przejmowany kontrolę nad moim ciałem. Organizm wracał do życia, narządy zaczynały znów pracować. Wypłakałam się.
    Złapałam krawędź komody i naparłam na nią swoim ciałem w wyniku czego przesunęła się znów na swoje miejsce przy ścianie. Drzwi stały dla mnie otworem. Minus naszej sypialni - brak klucza. Pociągnęłam za klamkę, a przede mną ukazała się kremowa ściana korytarza i zawieszony na niej obrazek z kolorową polanką. Westchnęłam jak najlepsza kopia Malika i skręciłam w lewo w stronę schodów. Gdzieś tam znajduje się ten trudny osobnik, który tak szybko mnie z tego kraju nie wypuści. Zeszłam na parter. Z przedsionka dostałam się do salonu, który jak się mogłam spodziewać, był zajmowany przez pana Malika.
     Wiesz, że to jeszcze nie koniec? - powiedział. A to był eufemizm od: I tak zostaniesz w domu, czy ci się to podoba, czy nie głupia kobieto.
***
Czujecie to? Tę wspaniałą magię Wyznanych, którą tak kocham? Czujecie to? Czujecie?
Dlaczego nikt z was nie zwrócił uwagi na to, że Prolog był pisany z perspektywy Zayna? Dlaczego nie zrobiliście mi tej przyjemności rozgryzając mnie? 
Mam w szkole totalny zapierdziel. Nasza wychowawczyni wita nas na każdej lekcji tekstem: Jesteście w trzeciej klasie, piszecie egzamin... A chuj z egzaminem! Co z moimi ogórkami?! Pomyśl kobieto głupia!
Uratujcie mnie, bo czuję, że staję się coraz mnie żyła i coraz mniej silna.
Kocham Was. ❤

niedziela, 18 sierpnia 2013

Prolog

Czy ciebie popierdoliło? - spytałem. To było przegięcie. To było niewiarygodne. To było bezsensowne. T-to było... Niewiarygodne! Przykro mi Zayn, ale podjęłam już decyzję, której nie zmienię - odpowiedziała pełna spokoju. Jej spokój w tym momencie był tak irytujący, że byłem w stanie błagać ją, aby zaczęła krzyczeć. A pomyślałaś może, że i ja mam coś do powiedzenia?! - huknąłem, na co ona nie mrugnęła nawet okiem. To jest właśnie powód, dlaczego mówię ci o tym dopiero teraz. Każde słowo zostało wypowiedziane nad wyraz poważnie, co potęgowało moje zdenerwowanie. To, czyli moje zdanie o wyjeździe? Uniosłem brwi, dając jej do zrozumienia, jak absurdalna była jej odpowiedź. Moje rozmyślanie nad twoim zdaniem - poprawiła. Zaskakujące, jak bardzo się zmieniła od naszego ponownego spotkania. Pamiętam jaka niezdecydowana była, gdy się kłóciliśmy i jak jej wzrok gorączkowo uciekał byle dalej ode mnie. Teraz twardo patrzyła się prosto na moją twarz, nie zdradzając żadnego znaku zdenerwowania, czy strachu. To nie była jedna bezsenna noc, czy jeden wieczór na parapecie Zayn. To trwało naprawdę długo, bo zgłoszenie wysłałam w pierwszych miesiącach ciąży. Wzruszyła ramionami i splotła ręce na piersi. Czyli cały rok zastanawiałaś się, kiedy oznajmić mi, że zamierzasz sobie polecieć na kilka lat do Australii?! Wyrzuciłem ręce w powietrze, ruszając w przeciwny kąt pokoju. Nie kilka lat! - krzyknęła. Dziękuję za wysłuchanie moich próśb. Teraz mogę porzucić plan zrzucenia czegoś na podłogę. To tylko studium wieczorowe - tłumaczyła. W dodatku w Australii Cam! - Odwróciłem się do niej. - Na innym kontynencie, na innej półkuli. Z inną strefą czasową i inną kulturą! Przez pierwsze sekundy nie odpowiadała. Nie dawała nawet znaku, że w jakiś sposób obchodzi ją moje zdanie. Gdy nie potrafiła znaleźć odpowiedzi po prostu wyszła.
***
Witam,
Witam ponownie szanownych państwa na tym niepozornym blogu z niepozornym opowiadaniem o niepozornej nazwie. Z jednej strony nie potrafię się doczekać, aby już się rozpisać i dotrzeć do najbardziej emocjonujących momentów, a z drugiej okropnie mnie przeraża ta odpowiedzialność: Bo trzeba napisać rozdział, bo mnie Justyna za-je-bie! I co tu zrobić?
Mam nadzieję, że nie straciłam swoich ogóreczków i wciąż będziecie śledzić losy popieprzonej rodzinki Malik - Blackburn. 
Ps. Zostawiajcie swoje twittery jeśli chcecie być informowani o nowych rozdziałach.
Ps.2 Jak nowy szablon?
Ps. 3 Lajkujcie stronę na tt, gdzie będziecie na bieżąco z rozdziałami etc.(link w menu)
Ps. 4 Kupione bilety na TIU?
Kocham Was xx

niedziela, 30 czerwca 2013

Trailer części 2

Witam,
Abyście nie nudzili się zbytnio przez wakacje, postanowiłam dodać trailer części 2 wyznanych już teraz, aby zrobić wam.... Smaczka. :)



Cieknie wam ślinka cnie ^^

środa, 26 czerwca 2013

Epilog

     I znów, jak na prawdziwą rodzinę przystało, zasiedliśmy przy stole, aby rozwiązać trapiące nas problemy. Ja, Zayn, Patricia, Malik Senior, Waliyha, Spencer i Doniya. A w salonie na dywanie Safaa robiła za niańkę. Przyszedł czas na porządną burzę. Chowajcie ludzie ceramiczne psy!
     Po posturze Zayna widziałam już co się święci. Napiął się, zacisnął dłonie i uporczywie, wiercąc wzrokiem dziurę w twarzy Spencera, dawał mu do wiadomości, że mu tego nie daruje. Spencer nie był mu dłużny.  Przygryzł wargi tak mocno, że pobladły i utworzyły linię. Zmarszczył czoło, włączając wiertło w swoich oczach. Ja natomiast chciałam się jak najbardziej wbić w krzesło, aby nikt nie zwracał na mnie uwagi, aby nikt o mnie nie wspominał. Nie każcie mi brać w tym udziału!
     Co zrobiłeś mojej siostrze? - warknął Zayn groźnie.  Czułam z jakim gniewem wymawia każde słowo i jak próbuje nad sobą panować. Nic a nic - odparł Spenc o wiele mniej gniewnie. Jak to nic?! - zerwał się na równe nogi, a odsunięte w ten sposób krzesło upadło na podłogę. - Posuwałeś moją siostrę! Patricia pisnęła cicho, zaskoczona doborem słów syna. Rzuciłam ukradkowe spojrzenie na salon. Safaa też patrzyła na mnie. Uśmiechnęłam się pokrzepiająco. Dziewczynka zrozumiała mój przekaz, bo złapała małą Noemi za rączkę i powoli ruszyły w stronę schodów. A ty mojej niby nie?! - odpysknął mu Spencer, również wstając, lecz jego krzesło pozostało na czterech nogach. Obiecuję ci, że jeśli zrobiłeś cokolwiek, aby Doniya płakała lub była smutna, zamorduję cię własnymi rękami. - syknął chłopak przez zaciśnięte zęby. Spencer przewrócił oczami. Jeśli i ja stosował by się do tej zasady, leżałbyś zakopany w lesie już bardzo dawno temu. Ponad rok temu Malik, ponad rok temu. Zayn - zaczęła cichutko Doniya - ja nie wiedziałam, że Spencer to brat Cam. - dokończyła bliska płaczu i spuściła głowę. Zayn wybuchł śmiechem. Może mi jeszcze powiesz Spencerze, że nie wiedziałeś, że to moja siostra? Nie, nie jesteście do siebie w ogóle podobni. Gdzie tu jakiekolwiek podobieństwo? Myślisz, że tylko jedni Malikowie w Anglii mieszkają? - odgryzł się Spenc. Pewnie oby dwoje mają już głowy przewiercone na wylot. W Bradford na pewno!
     Koniec tego panowie! - przerwał im Malik Senior. Chłopcy wyprostowali się, lecz nie usiedli znów na krzesłach. Przenosili wzrok to na siebie to na zdeterminowanego seniora, aż wreszcie Spenc zajął swoje miejsce. Spencerze - rozpoczął oficjalnie mężczyzna - wiedz, że ani ja ani moja małżonka nie mamy nic do twojego związku z naszą córką. Doniya wtajemniczyła nas w pewne szczegóły. - dokończył uśmiechając się lekko. Brat przytaknął głową niemało zaskoczony. Pan Malik obrócił się w stronę Zayna, który stał ze skrzyżowanymi rękami i nie wyglądał na zadowolonego ze słów ojca. Synu, powiedź mi proszę - odezwał się głosem bardziej zrezygnowanym niż oficjalnym, jak przed momentem - czy kochasz Cam? Coś mnie uderzyło. Spojrzałam w górę na Zayna. Złączył brwi i lekko rozchylił usta. Dwie sekundy potem spuścił głowę, wypuszczając głośno powietrze. Upokorzył mnie nieświadomie, przez moją łatwowierność. Wiesz, pytam tylko ze względu na tą przedziwną sytuację, w której się znaleźliśmy. - dodał uprzejmie, patrząc i na mnie. Oczywiście tato - odpowiedział, przełykając ślinę. Znów na niego spojrzałam. Teraz jego twarz nie wyrażała kompletnie żadnych emocji i twardo wpatrywała się w ojca. Malik Senior uśmiechnął się szeroko. Więc w czym problem panowie? - rozłożył ręce. Po prostu opiekujcie się dobrze swoimi kobietami.
     Siedziałam na blacie w kuchni i machałam nogami. Pomieszczenie oświetlało tylko światło z tarasu i te dostające się tu z salonu. Było już dosyć późno i miałam krótką chwilę na dosłowny łyk wody po uciążliwym usypianiu Noemi. Patrzyłam na punkt za oknem i patrzyłam nawet gdy do kuchni weszła Doniya. Zawahała się, gdy mnie dostrzegła, lecz jednak znalazła się obok kranu i nalała sobie szklankę wody. Spencer to dobry chłopak - odezwałam się nagle i obróciłam głowę z jej stronę. Przyglądała mi się zbita z tropu. Nie musisz się obawiać, że kiedykolwiek zrobi ci krzywdę. Dobrze go wychowałam. Uśmiechnęłam się serdecznie, na co dziewczyna odpowiedziała tym samym. Zayn w sumie też jest gentlemanem - przyznała z rozbawieniem. Umilkłyśmy. Zdecydowanie nie była to najmilsza cisza w moim życiu. Zeskoczyłam z wysepki. Mam wrażenie, że nie przypadłam ci do gustu  - mruknęłam, wpatrując się  w swoje stopy. To nie tak - odpowiedziała szybko. Ta sytuacja jest dla mnie wciąż bardzo dziwna i niezrozumiała - dodała, drapiąc się po głowie. Spuściła głowę. Uwierz mi, że dla mnie też. Ale to nie znaczy, że nie chciałabym utrzymywać z tobą dobrych kontaktów, dokładnie jak z twoimi siostrami - powiedziałam, wpatrując się wprost w jej oczy, z których wręcz kipiał strach. Dziewczyna uśmiechnęła się, przytaknęła głową i wyszła z pomieszczenia. Byłam młodsza, a zachowywałam się bardziej dojrzale od niej. Minęła chwila zanim spostrzegłam, że uśmiecham się sama do siebie.
     Spraw aby on wyszedł. - zażądał Zayn ,gdy tylko pojawiłam się w przejściu z jadalni do salonu. Ach ten angielskie domy. I on i Spencer siedzieli obrażeni na dwóch końcach kanapy i odrzucali się najgroźniejszymi spojrzeniami. Zaśmiałam się i pokręciłam głową. Kochany braciszek - wytknęłam do niego język i przeczesałam jego sprężynkowate włosy. Następnie opadłam tyłkiem wprost na kolana Zayna i oplotłam rękami jego szyję. Będzie was trzeba jakoś zintegrować - postanowiłam, śmiejąc się do siebie. Przecież to prawie niemożliwe. Jednego dnia drą ze sobą koty, a drugiego rozmawiają, jak równy z równym. Chociaż to trudne, bo zachowujecie się, jak baby z okresem.
    I wtedy, gdy tak siedziałam na tych Malikowych kolanach czułam się dobrze. Nawet bardzo dobrze. Bardzo, bardzo, bardzo dobrze. Miałam przy sobie mężczyznę, który mnie kochał. Miałam rodzinę, przyjaciół... Miałam to szczęście, o którym tak często wspomina 9876545678 ludzi na całym świecie. Ach i miałam też cudowną córeczkę, która spała sobie spokojnie w pokoiku na piętrze.
     Tato? - odezwał się nagle Zayn, obracając głowę w stronę fotela, który zawsze zajmował Malik Senior. Wiesz, że znów będę tatusiem? - uśmiechnął się szeroko i poruszał brwiami. Ze schodów natychmiast z biegła Patricia z szeroko otwartymi oczami. Malik Senior tylko zaśmiał się cicho i pokręcił głową. Postarzasz nas synek - odpowiedział tylko i wrócił do czytania gazety.
Zostaliśmy sobie wyznani zanim zrobiliśmy to sami...


***
Witajcie kochane ogórki,
Przyszła pora na ten dzień, gdy trzeba zakończyć coś pięknego. Coś z czym byliśmy bardzo związani i co dawało nam wiele siły i energii. Przyszła pora na zakończenie mojej małej odskoczni od rzeczywistości. Koniec wyznanych...
Pora na podziękowania i ckliwe pierdoły.
Pisać go zaczęłam z głupot. Prowadziłam już Zwiastun Raju, który miał całkiem dobrych czytelników i nagle do mojej głowy wpadła pewna scena z chłopakiem, który pyta się dziewczyny, dlaczego zgodziła się na związek z nim i bla, bla, bla. To chyba nawet nie trawo jeden dzień, kiedy miałam już zarys bohaterów i ogólne streszczenie opowiadania. Kliknęłam przycisk "Utwórz nowego bloga" i się zaczęło.
Na samym początku potrzebny był adres. Myślałam nad Wyznania młodej matki, ale to wydawało mi się zbyt tandetne i rodem z jakiegoś dokumentu na TLC, więc napisałam samy Wyznania. Adres był jednak zajęty, więc skasowałam jedną literkę i zostało Wyznani.
Cytat z belki znalazłam na szybko na jakiejś stronce i tak został niezmieniony od samego początku. Tylko niedawno dorzuciłam jeszcze jego autora. Wydawał/wydaje mi się odpowiedni.
Wiele rzeczy wymyślałam na poczekaniu, chciałam też zabić Noemi.
Chciałam nigdy nie zdradzać imienia głównej bohaterki.
Nie liczyłam na tak duże zainteresowanie opowiadaniem.
Na komentarze odpowiadam, aby lepiej was poznać.
Od samego początku bloga, nie pojawił się tu ani jeden złośliwy komentarz, chociaż od początku liczyłam się z tym, że mogą się takie zdarzyć.
Proszę nie zwracajcie uwagi na kolejność:
♡ Chcę bardzo, ale to bardzo podziękować All, czyli Oli która jest ze mną od samiutkiego początku. Zawsze będziesz dla mnie kimś w rodzaju przyjaciółki i nigdy nie zapomnę o takim ślicznym stworku z Twojej iconki, który zawsze sygnalizował, że zaraz przeczytam coś wspaniałego. Obiecuję cały czas coś kombinować! I płakać za twoimi cośkami...
♡ Dziękuję również szalonej Domi, która jest niezłym rozrabiakom i którą kiedyś zabiorę z tej Warszawy, bo cię tam demoralizują! Pamiętaj, bądź silna i olej takie głupie dzidy, jak twoja wychowawczyni. Muzyka jest muzyką, nie musi od razu świadczyć o inteligencji, czy zachowaniu człowieka. Zawsze możesz do mnie napisać.
♡ Dziękuję moje małej mrówce. Ty pewnie doskonale wiesz, że cię kocham, ale nie zaszkodzi napisać jeszcze raz: Kocham Cię i dziękuję za wszystko! Nie myśl sobie, że dam o sobie zapomnieć! Ja się na twoim ślubie pojawię, nawet niezaproszona! Projekt który pomagałaś mi robić nigdy nie powstał. Ale za to jaką cudowną osobę mi przywiał?
♡ Dziękuję takiemu jednemu ślicznemu krówczakowi aka Justyna Mechelewska. Musicie wiedzieć, że wiele rozdziałów w ogóle powstało przez nią i jej codzienne błaganie i szantażowanie! Gdy sobie coś postanowisz jesteś bardzo wytrwała crazy ślicznotko. Dziękuję za każdą wiadomość jaką od ciebie dostałam. Nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy, a ja się zawsze uśmiecham, gdy piszesz do mnie na lekcji i ludzie myślą, że piszę z chłopakiem. Pamiętam, jak jarałam się twoim głosem, gdy do mnie dzwoniłaś na koncercie!
♡ Dziękuję Skajlerkowi aka Skwarkowi aka Angelice. Jesteś taką cudowną osóbką, która za chuja pana w siebie nie wierzy i wmawia sobie problemy. Masz naładować te jebane baterie i masz być kuźwa silna, bo jak nie to ci wszystkie temperówki pozabieram pało! A tak w ogóle to Cię przeogromnie kocham i nie wyobrażam sobie życia bez twojej ślicznej mordki.
♡ Dziękuję Klaudii City Londyn, która jest takim rzepem, który jest zawsze gdzieś tam po cichutku przyczajony i wyskakuje z komentarzami, jak z pociskami. <3
♡ Dziękuję Shibushi, która też jest od początku i jest zawsze. I się kłóciła z All o pierwszeństwo. I chociaż uprzedzała mnie o swojej nieobecności to jednak do mnie wróciła.
♡ Dziękuję Varson, któa teraz jest Seal(?) któa tu była, ale po drodze gdzieś się zgubiła. Twoje komentarze bardzo mi pomagały. Może mnie tu po cichu stalkujesz?
♡ Dziękuję takiej Dominice, która prowadzi bloga z imaginami. Hah! Niespodzianka! Pamiętam Cię!
♡ Dziękuję Hope, którą pamiętam.
♡ Dziękuję Nouisowi Homlinsonowi.
♡ Dziękuję Gabby, która jest moją "siostrą".
♡ Dziękuję kolejnej Gaby :)
♡ Dziękuję Alice ee
♡ Dziękuję dziewczynie o nicku Martitta
♡ Dziękuję LovingLove
♡ Dziękuję Lamie Andżejowi. Jesteś moją ulubioną Lamą i ulubionym Andżejem
♡ Dziękuję Be Yourself
♡ Dziękuję Niebieskiej
♡ Dziękuję Pani Marchewce
♡ Dziękuję Wiktorii M
♡ Dziękuję Juli P
♡ Dziękuję Dośce
♡ Dziękuję Dżeli
♡ Dziękuję Loli Pop
♡ Dziękuję More Than This
♡ Dziękuję Dreamer
♡ Dziękuję Nickie
♡ Dziękuję Claudii
♡ Dziękuję Klarze
♡ Dziękuję Coppernikanie, mojemu kochanemu Koperkowi, który jest takim cudownym człowieczkiem i stworzył dla wyznaych zwiastun :)
♡ Dziękuję Viv V. któa uraczyła mnie takim wspaniałym komentarzem, że przy nim dłuuugo płakałam. I przepraszam, że ubzdurałam sobie, że na imię masz Viola.
♡ Dziękuję Zaczarowanej
♡ Dziękuję Malikowo-Horanowej
♡ Dziękuję Wild Strawberry
♡ Dziękuję Natalii Gilbert
♡ Dziękuję Andzi
♡ Dziękuję Lottie
♡ Dziękuję stalkerowi Lovely i w chuj dużo jedynek
♡ Dziękuję Natson
♡ Dziękuję Aurelii Juliet
♡ Dziękuję Rainbow Rose
♡ Dziękuję Loli b.
♡ Dziękuję Julii Trzydol <3
♡ Dziękuję Erin Clark
♡ Dziękuję Ciasteczkowemu Potworowi
♡ Dziękuję WSZYSTKIM ANONIMKOM, BO JESTEŚCIE ZAJEBIŚCIE WSPANIALI!
♡ DZIĘKUJĘ TEŻ WSZYSTKIM TYM, KTÓRYCH POMINĘŁAM.
♡ DZIĘKUJE WSZYSTKIM OBSERWATOROM!
Dzięki wam ten blog funkcjonował,  teraz czeka go trochę przerwy.
Część drugą zacznę publikować prawdopodobnie od września. Teraz czas zakończyć moje pozostałe opowieści.
Kocham was wszystkim całym moim ogórczym serduszkiem.
Wasz Ollie ♡♡♡♡♡♡♡♡♡

niedziela, 16 czerwca 2013

Rozdział 44

     Najlepszą częścią dnia jest ranek, gdy budzę się rano i widzę obok siebie twarz Zayna i mogę sobie na nią popatrzeć. Ale broń Boże ją choćby tknij, a rozworze szeroko oczy i teraz nie da ci w spokoju się na siebie bezprecedensowo gapić, a będzie dociekał, co takie ciekawego na gębie ma. Ręce więc trzymam przy sobie, nawet o dotykaniu nie myślę. Zbyt miła, zbyt cicha ta chwila, by ją psuć swoimi paluchami dłubiącymi w jego polikach. Po co mam mieszać je, gdzie nie trzeba? Dużo nimi namieszałam. Chyba nawet więcej w tym roku, niż reszcie życia.
     Ogromny huk, a zaraz po tym dziecięce przepraszam. Safaa narozrabiała. Zachichotałam cicho. Czyżbym to ja był taki śmieszny? - spytał rozbawiony Malik. Sekundę później mogłam podziwiać jego oczęta. Pokręciłam przecząco głową. Podniósł pytająco głową. A kto? - mruknął niezadowolony. Teraz moja kolej na pytanie. - odcięłam się  i wystawiłam język. Poruszył brwiami. Okej, zastanów się. Masz okazję do wypytania go coś. Przecież bez mojego bodźca on mi niczego nie powie! Skąd twój management dowiedział się o Noemi? Boże, jaka ja jestem mądrą! Czemu wcześniej się o to nie spytałam?! Zatańczyłam w myślach taniec szczęścia. Westchnął anielsko, jak zwykle i przymknął oczy. Widziałem cie w parku w czerwcu lub lipcu i rozpoznałem. - trzy miesiące Nemi - Powiedziałem o tym managementowi, a oni postanowili upewnić się, że to nie moje dziecko, ale wyszło inaczej. - odpowiedział. A więc, jak zwykle z inicjatywą wychodzi góra. Chociaż może ten jeden raz zrobili dobrze? Jak to zrobili? - zmarszczyłam czoło. Mają swoich ludzi w różnych miejscach - odparł. Już chciałam pytać o coś więcej, gdy poczułam, jak wpycha łapska pod moje biodro i z jednej strony pchając, a z drugiej ciągnąć kładzie mnie na jego piersi. Coś jeszcze ci opowiedzieć? - spytał. Pokręciłam przecząco głową i przycisnęłam swój policzek do torsu Zayna. Powinienem cię przeprosić za wszystko co się działo na początku tego naszego związku - zaśmiał się, a jego klatka piersiowa potrząsnęła moją głową. Owszem, powinieneś  - odpowiedziałam cicho, a następnie podniosłam się lekko, aby móc lepiej patrzeć na jego twarz. Nie golił się kilka dni. Czemu to było takie piękne? Nawet nieogarnięte, zaspane, rozczochrane jest piękne. Pocałowałam go. Krótko i delikatnie. Zamknął oczy i uśmiechnął się. Co ja mu zrobiłam?! Ile to ja musiałem czekać, abyś to ty pocałowała mnie pierwsza? - uśmiechnął się widocznie zadowolony i poruszał brwiami. Mama! - krzyknęło moje kochane dziecko i zmusiło mnie, bym opuściła przyjemny Malikowy uścisk.
     Z małego radyjka w kuchni leciała piosenka Stevie'go Wondera. Mężczyzna śpiewał, charakterystycznym głosem, jaki mieli tylko czarnoskórzy. Dzwonie tylko po to, aby powiedzieć ci, że cię kocham. Czemu myślałam o Spencerze? Rzuciłam wzrokiem na swój telefon, a potem na Noemi. Dzwonimy do wujka Spenca? - zaproponowałam, a dziewczynka przyklasnęła w dłonie. Wybrałam odpowiedni numer i czekałam, aż braciszek raczy odebrać. Słucham cię wiedźmo - odezwał się chłopak. A temu co?! Wiem, że bardzo mnie kochasz. Starczy, jak będziesz do mnie mówił po imieniu braciszku - odparłam opryskliwie. Dmuchnął w słuchawkę. Cam, jestem trochę zajęty. Zajmij się sobą w tym USA i dzisiaj daj mi spokój - poprosił. Czułam, że się stresował i nie chce mi o czymś powiedzieć. A czemu akurat dzisiaj? - dopytywałam się. Jeśli go wkurzę to mi powie. Bo jadę do Bradford! - krzyknął. I tu cię mam. A co jeśli i ja tu jestem? Jestem cholernym bossem! Jak?! - oburzył się. Czy ty nie powinnaś być w stanach? Jestem przecholernie wielkim bossem! Jestem u rodziny Zayna - wytłumaczyłam. A co cię tu sprowadza? Zaczynałam uśmiechać się sama do siebie. To chyba mój szczęśliwy dzień?! Ja również odwiedzam rodzinę mojej ukochanej  - mruknął niezadowolony. Słuchaj, jestem pod jej domem. Potem cię zawiadomię, jak poszło, okej? - spytał ostrzegawczo. Taa. Powodzenia. Nie nawal grubasie - odpowiedziałam i rozłączyłam się.
     Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Z kuchni wyłoniła się Patricia, idąca je otworzyć. Po drodze uśmiechnęła się do nas, na co ja odpowiedziałam tym samym. Nemi rysowała obrazek. Znaczy mazała po kartce różnorakie wzory i stara się je jakoś nazwać. Za miesiąc jej urodziny. Pierwsze urodzinki...
     Doniya! - krzyknęła kobieta. Wstałam od krzesła i podążyłam w kierunku radosnych powitań. Patricia bardzo kochała swoje dzieci. I młody gentlemen - dodała ciszej, lecz wciąż radośnie. Minęłam Malika Seniora zajętego oglądaniem telewizji i znalazłam się w korytarzu. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to Doniya z oczyma święcącymi z radości i stojąca obok Pat. Przy drzwiach, nieco speszony, znalazł się wspomniany gentlemen. Cholera! Spenc? - wydukałam. Zmroziło mi kończyny i zdolna byłam jedynie do zdumionego wpatrywania się w swojego brata, stojącego dwa metry ode mnie. W tym domu. U Malików. Czy ja słyszałem tego kogo słyszałem? - rozległo się z góry. Cholera. No. Nie. By. Go. Wzięła. Ze schodów szybko zaczął schodzić Zayn, ale w pewnym momencie jego kroki stały się coraz rzadsze. Stanął obok mnie tak samo oszołomiony. Co ten dupek tu robi? - spytał, wystawiając nań palec.
Zginiemy.
Wszyscy.
Zginiemy.

***
Gif specjalnie dla Izabelli fanki ten wargi :)
Rozdział jest krótki, wiem. Lecz widzicie (teraz będzie lincz nad linczami) jest ostatnim. Tak, następną notką będzie epilog.
Teraz nic mądrego przez tego gifa nie napiszę.
[tutaj] możecie przeczytać recenzję wyznanych. Nie wiem, czy to kogoś zainteresuje.
Ta mówka, będzie nudna, jak flaki z olejem, ale następna to same łzy. Będziecie płakać, jak bobry - gwarantuję!
Wedle obietnicy po wyznanych przenosimy się na first time, a później zobaczymy. 2 część powstanie, spokojnie. Nie wiem, czy już przez wakacje, czy dopiero na jesień. Ale chyba o mnie nie zapomnicie, co?
Kocham Was! <3
mamy kurde 110 obserwatorów! *_*

sobota, 1 czerwca 2013

Rozdział 43

     Syn marnotrawny pojawia się w nowym testamencie w jednej z Chrystusowych przypowieści. Zabiera wszystko co mu się należało i opuścił dom. Gdy wszystko stracił, wrócił w rodzinne strony, a ojciec przyjął go z otwartymi ramionami. Według słownika syn marnotrawny to człowiek, który zawinił i opamiętał się, nawrócił się. W czym Zayn przypominał syna marnotrawnego?
     Widziałam, jak chłopak przełyka ślinę, a jego oczy z nie małym strachem przyglądają się swemu ojcu. Jego siostry także umilkły i przenosiły wzrok to na brata to na ojca. A co ja miałam niby robić? Czyniłam to samo. Wtem bursztyny robiące za Zaynowe oczy zawiesiły się na mnie, a jego ręka złapała moją i zmusiła bym ruszyła obok niego w górę schodów. Cześć tato. - odezwał się chłopak z wyraźnie słyszalnym stresem. Ukłoniłam się lekko i przywitałam grzecznym dzień dobry. Ojciec Zayna obserwował mnie przenikliwie, co było potwornie stresujące i przyprawiało o gęsię skórkę. Noemi mocniej chwyciła się mojego ramienia i schowała twarz przed Malikiem Seniorem. Widzę, że twoja córka nie jest zbyt do ciebie podobna synu. - przerwał ciszę mężczyzna. Mam nadzieję, że nie zachowa się też tak ja ty, gdy będzie starsza. Jego głos był poważny. Wypowiadał się z wyższością i wyraźnym niezadowoleniem. Zza jego pleców wyłoniła się postać starszej kobiety. Nie miała typowej dla tej rodziny urody. Pewnie była jego matką. Trochę prześledziłam historię tej rodziny. Mój syneczek! - pisnęła i rzuciła się na Zayna. Jego ojciec odwrócił się i znikł za drzwiami. A to pewnie jest Cam. Oczywiście, że tak. Poznałam cię bez tej sukni i tego wszystkiego co ci nałożyli na twarz. Jakaś ty śliczna!  - do rzeczywistości przywrócił mnie głos Patricii - pani Malik. Uśmiechnęłam się miło, a Nemi postanowiła przyjrzeć się nowo poznanej postaci. Moja wnuczka! Jak się masz maleństwo? -radowała się kobieta, lecz dziewczynka wystraszona mocniej złapała się mojej szyi. Nie bój się swojej babci. - posmutniała wyraźnie, a ja z Zaynem wymieniliśmy się zażenowanymi spojrzeniami. Może wejdziemy do środka mamo? - spytał chłopak ostrożnie, gdyż widział, że kobiecie jest źle z tym, że Noemi się jej zwyczajnie bała. Pani Malik przytaknęła i przepuściła nas w drzwiach. Za nami podreptały siostry chłopaka. Znaleźliśmy się w małym korytarzu, na końcu którego znalazły się schody na wyższe piętro. Po prawej przez łuk przechodziło się do salonu, gdzie teraz w skórzanym fotelu, siedział pan Malik i oglądał telewizor, niezainteresowany naszymi poczytaniami. Patricia przyklasnęła w dłonie, pytając czy czegoś się napijemy, prowadząc nas przez salon do jadalni, a następnie sama weszła do kuchni. Safaa nie odstępowała mnie na krok, co wcale nie robiło mi kłopotu. Liczyłam na to, że przynajmniej one mnie polubią. Wayliha usiadła na krześle i wyciągnęła telefon z kieszeni. Posadziłam Nemi obok niej, uprzednio ściągając czarną czapeczkę z nadrukowanym napisem Hakuna Matata, którą pewnego dnia przyniósł nam Harry i fioletową bluzę. Dziewczynka zaczęła zaglądać na Waylihę stukającą palcami w wyświetlacz iPhonea. Z sąsiadującego salonu wydobywał się dźwięk telewizora. Spojrzałam na Zayna, któremu dobry humor znikł wraz z pojawieniem się na werandzie jego ojca. Uśmiechnęła się blado, na co i on lekko podniósł kąciki ust, a następnie okrążył stół, podszedł do mnie i cmoknął w policzek. Fuj. - rzuciła obrzydzona Safaa, a my zaśmialiśmy się wspólnie.
     Mama Zayna to przecholernie miło kobieta. Wiecznie używa zdrobnień, a głos ma tak słodki, że po pół godzinnej rozmowie przy herbacie zaczęłam się zastanawiać, czy nie mam już cukrzycy. Jakiejś całkiem nowej odmiany, która mimo zbytniej ilości glukozy nadal utrzymuje w stanie odrętwienia. Pan Malik wciąż siedział w salonie i oglądał powtórkę jakiegoś talk show. Zayn zaglądał do niego przez ramię, sprawdzając, czy nie chce się do nas przyłączyć. On jednak jak siedział, tak siedział. Ignoruj go. - odezwała się Wayliha, widząc jak brat niecierpliwi się z powodu ojca. Zdziadział jakiś czas temu! - powiedziała głośniej, chcąc, aby mężczyzna w pokoju obok na pewno ją usłyszał. Patricja obrzuciła ją groźnym spojrzeniem. A co? Kłamię?! - oburzyła się dziewczyna i podniosła się, głośno szurając krzesłem. Siedzi w tym swoim fotelu cały dzień i ogląda Morgana Fremana, a jak ktoś spróbuje się do niego odezwać - udaje głucho niemego! - dokończyła, wyrzucają ręce w górę. Wayliha! Przestań! - krzyknęła pani Malik. W żadnym stopniu nie przypominała tej cukrowej pani, którą była przed momentem. Nie Patricio, ona ma rację. - odezwał się ktoś za nami, na co wszyscy obróciliśmy głowy. Ojciec marnotrawny?

Ojciec pouczył starszego syna, by cieszył się z powrotu brata, który był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się Biblia Tysiąclecia (Łk 15,11-32)

     Sprostujmy cytat. Rolę ojca odegrała Patricia, a starszym synem był Pan Malik. A gdy w końcu jedyni mężczyźni w tym domu padli sobie w objęcia, reszta domowników odetchnęła z ulgą. A powodem tej niechęci do syna byłam ja, która bezczelnie wparowała do jego uporządkowanego życia z Noemi na rękach. Malik Senior, chcąc jak najlepiej dla syna, chciał za wszelką cenę udowodnić, że Nemi nie jest dzieckiem Zayna, lecz management miał inne zdanie i odciął go od kontaktów z synem. Jak zawsze managerowie namieszali. Czemu mnie to nie dziwi?
    Nie było chyba tak strasznie, co? - spytał Zayn, gdy leżeliśmy już w łóżku w jego starym pokoju. Nie tak sobie go wyobrażałam. Był dosyć mały, ciemny, a oprócz szafy stał tam tylko komputer z mnóstwem pudełek z grami. Nie w ogóle. - odparłam z sarkazmem. Tylko ta herbata wylała się przypadkiem, jak pies mojego taty stracił część swego ciała. - uśmiechnęłam się, gdy chłopak przewrócił oczami. Chwycił mnie mocniej w pasie i przycisnął do siebie. Jutro im powiemy o Zayniątku. - szepnął, a mnie ponownie zmroziło na samom myśl o reakcji Malików. 
     Moja malutka Noemi niedługo kończy roczek. Jestem ciekawa, gdzie my wtedy będziemy?
     Mój  kochany braciszek ma kobietę. Prawdopodobnie pierwszy raz od skończenia liceum, a trochę dawno to to było.
     Moja kochana mamusia jest tam gdzieś sama w tym Lovesoft. Pewnie Spencer jej o niczym nie powiedział. I dobrze. Im mniej wie, tym z nią lepiej.
 ***
Aaaa! Baby Malik! *o*
 Nie powiem, ale już wiadomo po kim Zayn ma urodę. Wykapany tatuś! ^^
Mam pomysł na druga serię i pewnie go zrealizuję :) Ale nic nie zdradzę! ;p
Jak Wam mija długi weekend? A praktycznie jego koniec? I gdzie mój mały stalker, czy li lovely i w chuj dużo jedynek? 
Więc! Z okazji dzisiejszego dnia dziecka... Wszystkiego najlepszego ogóreczki! Kocham Was najmocniej na świecie i nie mogę Wam nie złożyć życzeń!
Pozdrawia Was ogórkowa mamusia! <3 xx
 

sobota, 25 maja 2013

Rozdział 42

     Ostatnio zastanawia mnie jedno - co z rodziną Zayna. Czemu teraz? Czemu dopiero teraz?! Czemu nie zainteresowałam się tym wcześniej, na przykład przy okazji ślubu, na którym jego rodzinki brakowało? Znaczy... Wydaje mi się, że byli w kościele. W kościele... Tak, ślub braliśmy przecież w kościele, jak dziwnie by to nie brzmiało z powodu religii Malika. To była specjalna ceremonia. Prawdopodobnie tam byli, chociaż mogę się mylić, gdyż stres i presja pozwoliła mi zapamiętać tylko kilka szczegółów z ceremonii. Na weselu byli przez jakiś moment. Siedzieli przy naszym stoliku cicho, jak myszki. Wszyscy milczeliśmy w sumie. Ja, Zayn, świadkowie, nasi rodzice. Nie odzywaliśmy się, nie patrzyliśmy na siebie. Aż w końcu wyszłam szukać Spencera, a gdy wróciłam Malików już nie było... A teraz co?
     A teraz wysiedliśmy z samolotu i mieliśmy się spotkać. Mieliśmy stanąć naprzeciw siebie i prawdopodobnie patrzeć na siebie i może nawet podać sobie ręce. A co jeśli będziemy musieli rozmawiać?! Rozmawiać?! Rozmawiać... Nie. - zaprotestowałam nagle, idąc przez gmach lotniska. Zatrzymałam się w miejscu. Czemu inni wciąż szli?! Też się mieli zatrzymać! Wszystko miało się zatrzymać, abym mogła obmyślić plan działania, ucieczki! Nosz kurwa! Co jest? - spytał Malik, odwracając się do mnie. Czy był zmartwiony? Może. Wyglądał raczej na z lekka poddenerwowanego. Poprawił Noemi, siedzącą na jego biodrze i podszedł do mnie. Chodź Cam. - zachęcił mnie. Pewnie chciał chwycić mnie za rękę, ale musiał jeszcze ciągnąć walizkę. Nie. - odparłam. Boję się. - dodałam słabo. Tabletki, tabletki, tabletki, tabletki. Tabletki. - szepnęłam w transie, co sprawiło, że Zaynowa czujność zaostrzyła się, a on zaczął wnikliwiej mi się przyglądać. Westchnął anielsko i spuścił głowę. Rób co chcesz. I tak cię pewnie nie zatrzymam, ale musisz być świadoma, że jeśli zostawisz je na widoku - wyrzucę je. - rzekł zrezygnowany i ruszył w stronę wyjścia. Nie myśląc o niczym innym pognałam do apteki. Wyszłam spokojniejsza i krwawiąca z poczucia winy.
     W drodze do domu milczeliśmy. Gdy już tam byliśmy tylko przesiedliśmy się do naszego samochodu i ruszyliśmy wprost do Bradford. Stres był jeszcze większy, lecz pudełeczko tabletek nie zostało jeszcze otworzone. Cam, idiotko! W ciąży jesteś do kurwy nędzy! Co ty odpierdalasz?! Otworzyłam okno. Malik na moment obrócił głowę, by widzieć co robię. Wygrzebałam z torebki i wyrzuciłam na zewnątrz pojazdu. Przez ułamek sekundy chciałam je znów mieć przy sobie, ale odezwał się Zayn. Kocham cię. I świat był piękniejszy.
      Podejrzewam, że on tak samo jak ja wciąż czuł się skołowany po tym wszystkim co się ostatnio działo. Wpadłam w mały nałóg, pocałował mnie najlepszy przyjaciel mojego męża i w dodatku w pewien sposób wyznał mi, że mnie lubi bardziej niż powinien. Często w myślach policzkowałam się za to, że wygadałam wszystko Zaynowi, ale przecież nie miałam innego wyjścia. Chyba. Może. Pewnie. Kuźwa zrobiłam źle! To przeze mnie Niall wylądował w szpitalu z podbitym okiem! To moja wina, bo nie potrafiłam utrzymać języka za zębami, bo musiałam się wyspowiadać Malikowi. Oddawaj tabletki gnoju! Oraz oczywiście szokujące odkrycie - nowy Malik. Jakkolwiek oklepanie to zabrzmi: nie, żebym tego niecka nie chciała, ale czemu musiało przypałętać się do nas teraz? Gdy mamy najwięcej kłopotów ze sobą? Jak zająć się Noemi i tym maleństwem samemu? Skąd mam wiedzieć, czy po powrocie z trasy Zayn znów nie urządzi sobie przedstawienia i znów będę zmuszona na cieszenie w samotności? Mam cholerne dylematy. I zbyt dużo sobie wyobrażam.
     Witamy w Bradford! - taki znak pojawił się przed nami, co sprawiło, że uczucie towarzyszące mi cały dzisiejszy dzień nasiliło się. Chciało mi się wymiotować. Jak jeszcze nigdy w życiu. Spojrzałam na Zayna. Był w pełni skupiony na drodze. Przyzwyczaiłam się do tego, że mało się odzywał. Ze tylko od czasu do czasu wtrącał coś do rozmowy, ale jeśli już to robił to było to sensowne i przemyślane. Imprezowicz samotnik. Tylko Malik.
     Nie masz się czego bać. - powiedział, gdy zatrzymał się przy szeregowych domach z czerwonej cegły. W Lovestoft też takie były, lecz widocznie nie należał do kogoś normalnego, gdyż na stalowy płotek ponadziewanych było dziesiątki listów, obrazków i zdjęć nikogo innego jak Zayna i reszty chłopców. Wysiedliśmy z samochodu. Zaczęłam się rozglądać dookoła. Wyjątkowo cicha dzielnica. Nikogo przyczajonego za drzewami, czy kontenerami na śmieci. Wyciągnęłam Noemi z fotelika i postawiłam na chodniku. Ta przytrzymywała się mojej nogi i tuptała nerwowo nóżkami. Co jest śliczna? - spytałam schylając się do niej i biorąc na ręce. Auto było pozamykane i bezpieczne. Nemi swoim zwyczajem powędrowała rączkami do mojej buzi i zainteresowała się policzkami. Chyba nie tylko ty jesteś zdenerwowana. - uśmiechnął się Malik i złapał mnie za wolną rękę. Będzie dobrze. Waliyha przygotowała rodzinkę na nasz przyjazd. - dodał, ściskając mnie pewniej za kostki. Kiwnęłam tylko głową i ruszyliśmy w stronę drzwi. Zdążyliśmy postawić stóp na pierwszym schodku, a z domu wypadła dziewczynka. Miała około dziewięć lat czy coś, ciemne włosy - czego mogłam się przecież spodziewać, prawda? Ogólnie urodę miała całkowicie Malikową. Wpadła roześmiana w ramiona Zayna, który objął ją z całej siły i pocałował w sam czubek jej ciemnej główki. Safaa urosłaś! - zachwycał się, podnosząc siostrę w górę, aby lepiej się jej przyjrzeć. Ta roześmiała się jeszcze bardziej. Tuż po niej na zewnątrz pojawiła się kolejna mulatka. Patrząc na Zayna w jej oczach zbierały się łzy i czekała, aż on puści małą Safę, aby i ona mogła się w niego wtulić. Waliyha! - zawołał chłopak, tak szczęśliwy, że uśmiech nie znikał z jego twarzy ani na sekundę i rozłożył ręce, chcąc aby siostra przyszła się z nim przywitać. Tak też zrobiła. Myślałam, że mam jakieś zwidy lub omamy. One były tak do niego podobne, że aż zaczynałam się zastanawiać, czemu Noemi musiała odziedziczyć po tej familii tylko brązowe oczka. Doniyi nie będzie, bo ma jakieś egzaminy i nie może się zerwać z uniwerka. - zachlipała starsza z sióstr i puściła brata. Wtem jej oczy spoczęły na mnie. Dotychczas jedynie przyglądałam się z uśmiechem, jak bardzo się kochają. Pora zrobić pierwszy krok. Cześć, jestem Cam. - przedstawiłam się, wyciągając doń dłoń. Dziewczyna uśmiechnęła, zignorowała moją dłoń i od razu rzuciła się z ramionami na mnie i Nemi. Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałam cię poznać. Nie wychodziłam z pokoju przez miesiąc, gdy dowiedziałam się, że nie mogę jechać na ślub własnego brata! - zapiszczała, gdy miałyśmy już za sobą powitanie. Moją uwagę przykuła Safaa, przyglądająca się nam ze świecącymi oczyma. Przykucnęłam przy niej.  Cześć. To jest Noemi, a ty jesteś jej ciocią, wiesz? - powiedziałam do dziewczynki. Kiwnęła głową. Chciałabym, abyś się nią opiekowała, dobrze? Znów tylko ruszyła głową. Nemi wyciągnęła do niej swoje rączki i zaczęła się śmiać. Jestem Safaa. - odrzekła mulatka, gdy Noemi zaczęła macać jej poliki. Safaa. - powtórzyła mała, a po sekundzie zaczęła wykrzykiwać jej imię, jak oparzona. Roześmialiśmy się wszyscy głośno. Wrócił syn marnotrawny. - odezwał się męski głos. Zadarłam głowę do góry i ujrzałam pana Malika Seniora.
***
Jak wam coś powiem to padniecie. Jednym z najbardziej popularnych zagranicznych imion w polsce jest Noemi :)
Oto pojednanie numer jeden, którego dalszą część poznacie w 43. Ciekawe, jak Seniorzy Malikowie zareagują na wizytę marnotrawnego syna. Może uda nam się skończyć do 50?
Jeśli chodzi o część 2 wyznanych to wciąż nie jestem zdecydowana. Kocham tę szaloną rodzinkę, ale nie wiem, czy z czasem się nią nie zmęczę. Czy będę miała dobry pomysł na drugi sezon. Może wy macie jakieś propozycje?
Jak mogłaby wyglądać druga część wyznanych?
Liczę na was słodziaki!
W menu pojawiła się nowa zakładka o nazwie Trailer. Było by nbgfghj gdybyście go obejrzeli i skomentowali go pod filmikiem lub tu. :) A Trailer jest autorstwa kochanej Coppernicany! <3
Kocham was!  

sobota, 4 maja 2013

Rozdział 41

     I powiedział. Tak od niechcenia zagaił przy kolacji o Noemi, a w pewnym momencie wplątał do swojej wypowiedzi, że ma nadzieję, że chłopcy tak samo pokochają drugiego dzidziusia. Więcej im nie trzeba było. Harry momentalnie wstał z krzesła z rękami w górze i zaczął wymachiwać nimi na wszystkie strony. Podobnie uczynił Louis. Niall wyszczerzył się, jak kot z Krainy Czarów i wiwatował z nimi. Liam zrobił minę, jakby zobaczył ducha i dopiero gdy dobiegły go krzyki chłopaków oprzytomniał i zaczął nam gratulować. W efekcie czego przyszedł do nas kierownik sali i uprzejmie poinformował, że jeśli się nie uciszymy, będzie zmuszony nas wyrzucić z restauracji. Nie musiał powtarzać dwa razy. Zgraja ponownie zasiadła grzecznie na swoich miejscach. Wypadałoby to jakoś uczcić, co tatusiu? - zagadał Harry, ruszając brwiami. Dobrze wiedziałam o co chodzi. Dzieciak chciał wyrwać Malika do clubu. Czemu nie? - Zayn wzruszył ramionami i spojrzał na mnie. Co? - zapytałam zdziwiona, gdy reszta oczu również zawiesiła się na mnie. No ty chyba też idziesz! - wykrzyknął Harry. Rzucił okiem w kierunku kierownika, ale ten chyba go nie zauważył, bo rozmawiał z jakimś grubym gościem w garniturze. Ja? - zdziwiłam się i wskazałam na siebie palcem. - Ja się takie zabawy nie nadaję. - roześmiałam się na samą myśl o MNIE na dyskotece. Czemu niby? - spytał Liam potrząsając głową i kuląc ramiona. Westchnęłam i poprawiłam grzywkę. Po jaką cholerę ją zaczesałam? To nie moje klimaty. Nie umiem tańczyć i dziwnie się tam czuję. - wytłumaczyłam, upiwszy łyk wody ze szklanki. Nawet wyglądasz na grzeczną dziewczynkę. - dorzucił Louis, siedzący prostopadle do mnie po lewej, na co klepnęłam go w ramię. Na pytanie, za co, tylko wytknęłam doń język. Z resztą mój ostatni wybryk, przypominający trochę imprezę skończył się tak. - wzrokiem wskazałam na Noemi, znajdującą się na Malikowych kolanach. Chłopcy wybuchli śmiechem. Będziemy cię pilnować Cam. Z nami jeszcze nie imprezowałaś, więc... - powiedział Louis dźgając mnie w ramię. Ale wiem, że kończy się to na bójkach. - wtrąciłam się i spiorunowałam wzrokiem Nialla, a potem Zayna. Nawet bez imprez tak jest. - dokończyłam. Towarzystwo umilkło, wpatrując się w swoje talerze i przerzucając widelcami sałatkę. Temat skończony i Amen!
     Zamknęłam za osobą drzwi do pokoiku Noemi. Jakże dziękuję temu człowiekowi, który załatwił mi te udogodnienie. To o wiele lepsze rozwiązanie, niż milczenie już o ósmej, bo mała śpi. Teraz po usypianiu mogłam zająć się swoimi sprawami, a i Malik mógł wracać z koncertów, o której chce. W tym wypadku z clubu. Wyszedł jakieś 10 minut temu, może szybciej? Wiem, że miał jeszcze pogadać o czymś z Paulem.
     Byłam sama. Mogłam robić co mi się podoba. Mogłam zadzwonić do Spencera bez obaw, że ktoś obok nie będzie wiercić mi dziury w brzuchu, chcąc bym się rozłączyła. Idealna okazja, by zaszkodzić mojemu bratu w pracy!
     Czego chcesz szkodniku? - warknął do słuchawki. Myślałam, że ucieszysz się, że twoja jedyna siostra kocha cię tak bardzo, że dzwoni do ciebie dwa razy dziennie? - powiedziałam udawanym, smutnym głosem. Dmuchnął powietrzem, jak wściekły byk. Jestem trochę zajęty mała. - odezwał się. Mogłam wręcz przysiądź, że właśnie przecierał twarz dłonią. Już chciałam zapytać czym, gdy usłyszałam po drugiej stronie słuchawki kobiecy głos. Kto dzwoni? Zaraz po tym głośny plask i kolejny nerwowy podmuch powietrza targnął telefonem. Aha! - uśmiechnęłam się. Ja mam być zakonnicą, a ty masz koleżanki! To brzydko, że wspomniałam mu jego słowa, lecz był moim bratem. Musiał się z tym liczyć. Nie twoja sprawa Cam. Z resztą znasz moją metryczkę. Wiesz ile mam ja, a ile ty. - westchnął. Był starszy. Zawsze odganiał ode mnie chłopaków, nawet jeśli byli to geje i nie było mowy by się w jakimś stopniu do mnie dobrali. Ale grzeczny bądź. Ślubu jeszcze nie było. - pouczyłam go z trudem powstrzymując się od śmiechu. I kto to mówi? - odpysknął. Ale ślub jest! - skwitowałam. Trzymaj się i pozdrów ode mnie tę panią. - dodałam. Mój braciszek się seksi! Kurwa apokalipsa!
     Malik wrócił koło drugiej. Byłam nie lada zdziwiona, gdy to odkryłam. Była dopiero druga, a on już zjawił się w hotelu. Zamknął cicho drzwi i zrzucił z siebie kurtkę, a ja w tym samym czasie odłożyłam książkę i sprawdziłam godzinę. Nie śpisz? - spytał, o dziwo, trzeźwym tonem. Wstałam szybko z łóżka, podeszłam do niego i zapaliłam światło. Złapałam go za oba policzki i zaczęłam mu się uważnie przyglądać. Co jest? - zmarszczył czoło, gdy nie chciałam go puścić i przestać świdrować wzrokiem. Jesteś wcześnie, nie czuć od ciebie alkoholu, nie masz ran od pięści... - wymieniałabym dalej, gdyby nie Malik, który strząsnął moje dłonie z siebie. Złapał mnie w pasie i przerzucił sobie przez ramię. Szybko powstrzymałam się od pisku, przypominając sobie, że Noemi śpi za ścianą. Zawsze będziesz mi to wypominała? - stęknął, gdy szedł w kierunku łóżka. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo nagle zostałam rzucona na materac. Zayn rozsiadł się wygodnie na moich nogach. Co? - pochylił się do mojego ucha i zaczął całować mnie po szyi. Zaśmiał się pod nosem, gdy cicho jęknęłam Jak ja na ciebie działam kobieto. - wymruczał, a następnie przyssał się do mojej skóry tuż pod obojczykiem. Jestem pewna, że zostanie po tym ślad. Fioletowy. Przerwał zachłanne robienie mi malinki, a jego twarz zawisła tuż nad moją. Całe moje ciało pulsowało, a on doskonale to wiedział, bo uśmiechał się zadowolony i paluchami gładził moje podbrzusze. Jestem tu tak wcześnie, bo się za wami stęskniłem i mam dobre wieści. - powiedział i cmoknął mnie w usta. Uniosłam brwi, chcąc by mówił dalej. Zamiast tego zajął się ponownym doprowadzaniem mnie do szaleństwa, przez pocałunki. Mamy dziesięć wolnych dni i chcę cię komuś przedstawić. - dokończył, lecz nie dowiedziałam się nic więcej, bo Malikowi chyba naprawdę bardzo było tęskno do mojego ciała.

***
Będę tu dodawała jej zdjęcia, bo jest po prostu za ładna no!
 Trzy tygodnie dają swoje znaki. Jednak niektórzy o mnie zapomnieli.
Pytanie!
Jak wyobrażasz sobie koniec wyznanych?