sobota, 2 marca 2013

Rozdział 33

     Lądowaliśmy na Sea - Tac i od razu informuję, że od dzisiaj tego lotniska nienawidzę. Nie obchodzi nie, że jest trzydziestym co do wielkości portem lotniczym świata, otwarto go ponad pięćdziesiąt lat temu i obsługuje loty między Europą i Azją. Po prostu go nienawidzę i już! Nienawidzę tego samolotu, tej błyszczącej podłogi i ochroniarzy i tej ławki, na którą wpadłam, gdy zostałam zaskoczona przez fanki i brutalnie przewrócona. I nienawidzę Paula, który pomógł mi wstać i kiwnął do jednego z ochroniarzy imieniem Hank, aby mnie wyprowadził z hali. I wyszliśmy jakimiś drzwiami i znaleźliśmy się w jakimś zaułku, gdzie stała już jedna taksówka. Obok Danielle i jeszcze jeden ochroniarz. Zobaczyłam rozrzucone walizki, z krótkofalówki Hanka wydobywał się krzyczący głos zagłuszany przez piski i krzyki. I dopiero w tedy dotarło do mnie, że tam w środku jest Noemi. Moja mała, bezbronna córeczka. Niósł ją Zayn, a teraz jest otoczony przez jakieś rozwrzeszczane dziewuchy i ona też tam jest. Zaczęłam płakać. Łzy najpierw wypłynęły mi z oczu, potem ramiona zaczęły podnosić się i opadać. Przytknęłam dłoń do ust. Danielle podeszła do mnie i przytuliła. Objęła trzęsące się ciało i gładziła mnie po włosach i ramionach i plecach. A co jeśli coś jej się stało? Dlaczego jeszcze ich tu nie sprowadzili? Może przesadzam? Może dla mnie czas płynie szybciej niż naprawdę? Danielle powtarzała mi wciąż, że wszystko będzie dobrze. Że Hank, Paul, John i Steve zaraz przyprowadzą tu Zayna z Nemi, że to nie pierwsza taka akcja. Moczyłam jej włosy i ramię i szlochałam do ucha. Za mną coś trzasnęło. Stare, metalowe drzwi zatrzasnął ktoś bardzo silny, bardzo zdenerwowany. Odwróciłam się szybko i ujrzałam, jak Steve puszcza kaptur Nialla. Chłopak jest cały czerwony i ma rozczochrane włosy, oddycha ciężko. Patrzę na niego przestraszona i on też zdaje się być zaskoczony. Potrząsa głową, łapie się za nos. Chyba w niego oberwał. Czuję, że Danielle obejmuje mnie mocniej. Słychać stłumiony krzyk. Dawaj ich tutaj! Szybko Steve! Drzwi ponownie się otwierają i z budynku wybiega Harry z płaszczem zwisającym mu na jednym ramieniu, a za nim Malik z drobną różową kuleczką ściskającą mu kark. Podchodzę do nich szybko. Chcę wiedzieć co z Noemi, czy coś jej się stało. Płacze. Zawodzi. Zayn odsuwają lekko od siebie, mówiąc, że już po wszystkim i jest bezpieczna i że mamusia tu jest. Patrzę na Malika. Z czoła spływa mu pot. Wciskam mu rękę pod jego wolną, a drugą obejmuję Noemi. Czuję, że i on przycisnął mnie do siebie i oparł głowę na mojej głowie. Nemi się uspokaja i zaciska rączki na ramieniu ojca. Chociaż przez chwilę wyglądamy, jak rodzina.
Nienawidzę.
Tego.
Cholernego.
Lotniska.
Zayn.
Też.


    Wstaję rano. Tabletka. Śniadanie. Tabletka. Obiad. Tabletka. Spacer. Tabletka. Odwiedziny u Nialla. Kolacja. Tabletka. Spać. Tabletka. Pobudka. I od nowa. I kolejny dzień i kolejne tabletki. Od czterech dni. Nic mnie boli. Ani głowa, ani brzuch, ani nic, a ja je biorę. Substytut narkotyku.
    Nowy pokój jest o wiele jaśniejszy od tamtego i ogólnie wydaje się być radośniejszy. Ściany mają kremowy kolor, podłogę wyłożono szarymi panelami, z białego sufitu z wisa kryształowy żyrandol. Łóżko jest o wiele większe, a zagłówek obito w rybio - zieloną satyną. Lub czymś co satynę przypominało. Ozdobność mebli ograniczono do minimum. Dwie białe, nowoczesne etażerki; prosta komoda z surowego drewna, wbudowana w ścianę szafa; niski, okrągły, czarny stoliczek i obowiązkowo dwa wygodne, białe fotele. Kompletne pomieszanie kolorów i gdybym nie widziała tego na własne oczy, powiedziałabym, że to kompletna katastrofa, a tak nie było. Jednak największą zmianą jaka nas spotkała, było to, że Noemi miała swój własny pokój. Z łóżeczkiem, przewijakiem, koszem zabawek... Nie wiem czemu, ale boję się tego. Zostać w pokoju sama z Malik'iem, Noemi za ścianą, zbyt daleko ode mnie.
     Kolejny dzień. Kolejna pobudka. Kolejna tabletka. Zayn jeszcze śpi. Wczoraj mieli koncert. Wstaję z łóżka. Zaglądam do pokoiku Nemi. Siedzi w łóżeczku i gryzie jakąś zabaweczkę. Momentalnie się uśmiecham i podchodzę do niej. Co kochanie? Mamy już wreszcie tego pierwszego ząbka? - pytam opierając się o ścianę łóżeczka. Noemi wypuszcza gryzak z rąk i podnosi je w górę sepleniąc pojedyncze sylaby. Ciszej kochanie. Wiem, że chcesz się bawić - biorę ją na ręce -I z kimś pogadać, ale dzisiaj musimy zachowywać się cichutko, wiesz? - osiadłam z nią na fotelu. Znaczy na fotelu w jej pokoju. Oparłam się o podłokietnik, nogi przerzuciłam przez drugi, a małą posadziłam sobie na brzuchu. Zrób aaa. - poprosiłam, co też ona uczyniła. Zaczęłam przyglądać się jej dziąsłom. Coś mi się zdaje, że coś się pokazuje na górze słonko. - mruknęłam. Chwyciłam poliki małej i zbliżyłam do siebie nasze twarze. Robi się z Ciebie prawdziwa, pełno - zębna kobietka. - uśmiechnęłam się, na co ona wybuchła śmiechem. Przykryłam jej paluszkiem buźkę. Obudzisz tatusia. - podniosłam brew i odsunęłam palec. Noemi znów zaczęła się śmiać. Za późno. - powiedział Zayn, który stał w progu. Spojrzałam na niego. Nie ładnie tak pokazywać mi się bez koszulki. Zaczął się do nas zbliżać. Bardzo brzydko. Przykucnął obok. Bardzo, bardzo nieładnie. Nemi zaczęła krzyczeć "tata, tata". Machała rączkami, śmiała się, podskakiwała żywo. Wykrzywiłam się. Od jej dzikich tańców bolał mnie brzuch. Proszę mi nie krzywdzić mamusi. - pouczył Malik i spojrzał na mnie kątem oka. Uśmiechnęłam się leciutko. Zrobiło mi się gorąco. Zayn zbliżył twarz do mnie i cmoknął w czoło, a następnie zabrał Noemi z mojego obolałego brzucha. Krzyki maleństwa się nasiliły. A gdybyś tak dla odmiany powiedziała mama. - zaproponował dla żartu Zayn. Dziewczynka ucichła i wbiła w niego zdziwione spojrzenie. Podniosłam się z fotela i podeszłam do nich. Mama? Mama! - zaczęła okrzyki, a ja i Malik zaczęliśmy się głośno śmiać.
     Codzienny poobiedni spacer. Piąty dzień w Seattle. Zadzwonił telefon. Odbieram. Spencer. Kazanie. Jesteś cholernie nieodpowiedzialną i nieczułą smarkulą Cam. Jak mogłaś zostawić mnie samego przez tyle dni. Dlaczego nie zadzwoniłaś? Dlaczego nie zdajesz mi codziennych relacji z tego co się u Ciebie dzieje? Wszystko w porządku? Jesteś cała? Nie boisz się latać samolotem? A Noemi? Jest grzeczna? Dobrze śpi? Jak zniosłyście zmianę strefy czasowej? Jaka u was pogoda? Kiedy wracacie? Kłóciłaś się z Malikiem? Mówiłaś matce, że wyjeżdżasz? Jedno wielkie kazanie. Cholernie kurwa wielkie kazanie i cholernie kurwa wielkie wyrzuty sumienia. Kilka łez. Narzekanie na sytuację z lotniska. Artykuł o pani Margaret. Piosenka. Słyszałem o tym. Oczywiście, że to ustawka. Ile razy nazwał cię żoneczką? Zastanów się zanim mu uwierzysz. Kolejne kazanie. W ich czasie kolejna tabletka. Spencer. Kocham cię i musisz to wiedzieć, bo ja już chyba nie daję rady. I to chyba jest ten moment. Głupia wmawiałam sobie, że wytrzymam osiem lat, a po kilku miesiącach już jest mi ciężko. Spenc to koniec. Pierdolony kurwa koniec.


***
Powinnam zacząć narzekać. Trzy dni bez wolnego czasu. Szkoła, jedzenie, spanie.
Nie znam/nie potrafię napisać słów, którymi chciałabym Wam podziękować. Bo to wszystko co tu mam. Rozdziały, obserwujących, komentarze to tylko i wyłącznie wasza zasługa! Chciałabym znaleć każdą z Was i cholernie mocno Was wyściska za to, że jesteście. Wierzcie mi lub nie, ale wczoraj płakałam, jak bóbr gdy sobie o Was pomyślałam. Wy wszystkie jesteście dla mnie kimś więcej niż czytelniczkami. Jesteście moimi słoneczkami, promyczkami, kotkami, ogóreczkami przede wszystkim! I kiedy dostaję wiadomości na Twitterze, że zawalanie przeze mnie lekcje, czytacie po nocach to z jednej strony jest przeogromnie szczęśliwa, że to co piszę Was całkowicie pochłania, a z drugiej mam wyrzuty sumienia, że potem możecie mieć problemy. Dziękuję. Dziękuję, że Was mam.
Dziękuję All - mojej kochanej Oli, która jest ze mną od początku, i którą kocham. I kocham też Miśkę, która ostatnio przestała się do mnie odzywać, a ja jej bardzo potrzebuję, bo to przecież moja Miśka, prawda? xdd
Dziękuję Hope - której tu nie może zabraknąć. Kochany promyczku!
Dziękuję LovingLove - która jest tak wyczekiwana pod każdym rozdziałem, jak pizza w pizzerii.
Dziękuję Justynie Mechelewskiej - szalonej piękności, z którą mogę porozmawiać na każdziutki temat. Począwszy od kościoła na remontach kończąc.
Dziękuję Dominice - która pisze świetne imaginy, i którą kocham.
Dziękuję Klaudii City Londyn - która jest mistrzynią odnajdywania szczegółów. Kochany niewyżyty zboczuszku!
Dziękuję Shibushi - którą kojarzę jeszcze ze zwiastuna i która wpisała mi się w pamięć po kłótniach z All o pierwszeństwo.
Dziękuję Izabelli - która napisała do mnie Twitterze i teraz jest nieodłączną jego częścią. Więcej seksownych gifów, więcej pytań o Krzyżaków, więcej słodyczy i serduszek.
Dziękuję Coppernikanie - która również zaskoczyła mnie na Twitterze i której nie zapomnę, bo ma zbyt zajebisty nick. I nazywa się Wiola i już ją kocham!
Dziękuję Viv.V - której komentarz doprowadził mnie do stanu głębokiego odrętwienia. Czytałam go pięć razy i za każdym razem płakałam i który jest jednym z najpiękniejszych komentarzy, jakie kiedykolwiek ktoś mi napisał. Nie jak, ale od razu podskoczyła mi samoocena! Zwróciłaś uwagę na rzeczy, których w ogóle nie pomyślałam i mogę w pełni stwierdzić, że się z nimi zgadzam. Dziękuję. Dziękuję, że poświęciłaś tyle czasu na napisanie tego. Czegoś długości rozdziału.
Dziękuję wszystkim Anonimowym Anonimkom - chociaż nie wiem kim jesteście to Was kurde znajdę i wyściskam za czterech.
Dziękuję wszystkim których pominęłam, o których zapomniałam. Gabi, Juli, More than this, Malikowo - Horanowej, lool, Dośce, Klarze, Claudii... Wszystkim obserwującym. Tym który czytają, czytali.
Dziękuję.